Mchanga - άμμος - Harena - Piasek

Może ktoś rozwija się literacko? Pochwalcie się tu swoimi opowiadaniami! :D
Awatar użytkownika
Tevire
Posty: 516
Rejestracja: 18 maja 2012, 18:31

Mchanga - άμμος - Harena - Piasek

Postautor: Tevire » 19 lip 2012, 14:38

Zapewne nie spodziewacie się kolejnej epickiej opowieści z mojej strony, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać.
Jest to opowieść jednoczęściowa, ba, opowiadanie.
Natchnęło mnie rano i, mając pod ręką laptop, napisałam coś, co mażna nazwać Mchanga, Harena czy άμμος - Piasek.


Ombre wpatrywał się w lwicę leżącą obok czwórki młodych lwiątek.
Sarai urodziła kila minut temu.
Ombre spodziewał się jednego, dwóch lwiątek.
Widocznie los chciał inaczej.
Dwoje samców i dwie samiczki - jak powiedziała jego żona.
Dwa czarne, jeden biały i jeden płowy - te pierwsze odziedziczyły sierść po matce Ombre - Shavire, niezwykle mądrej i silnej lwicy.
Ombre postanowił że biały samiec, który jako jedyny odziedziczył sierść po ojcu, zostanie nazwany Changa, od słowa mchanga, oznaczającego piasek w języku lwów pustyni.
Po chwili lwica obudziła się i spojrzała z uśmiechem na lwa.
- Myślę, że ten czarny samiec powinien mieć na imię Agnach.
- A ja myślę, że ten biały samiec powinien zostać nazwany Changa.
Lwica spojrzała na męża z uśmiechem i polizała lwiątka z czułością.
- Ta czarna samica będzie mieć na imię Erifasi - powiedziała lwica tonem nie znoszącym sprzeciwu, na co lew uśmiechnął się promiennie.
- Wiesz, może ta płowa będzie miała na imię Safire … - zamyślił się ojciec lwiątek i polizał każde z małych lwiątek, leżących w łapach matki.
- Tak - zgodziła się Sarai i westchnęła, po czym przymknęła oczy.
***
Changa wybiegł z jaskini i spojrzał na zachodzące słońce.
- Tato, tato, chodź szybko !!!
Ombre westchnął. Mimo, że żona i dzieci były jego całym światem, czuł się zmęczony tą odpowiedzialnością i samą świadomością, że jest ojcem.
Biały lew wstał i podszedł do syna, którego przytulił, po czym mrukną z zadowoleniem.
- Changa, idź do mamy, czas spać - oznajmił lew z zadowoleniem, chwytając delikatne syna na karku i wnosząc do jaskini, gdzie czekała Sarai i pozostałe lwiątka z kilkoma myszkami, które w ciągu sześciu minut zostały skonsumowane przez rodzinę.
***
Agnach otworzył oczy i ziewnął, przeciągając się.
Pozostałe lwiątka biegały w suchej trawie, śmiejąc się głośno.
Czarny samiec wstał i, mruknąwszy z zadowoleniem, podszedł do rodzeństwa.
Dopiero po chwili zorientował się, że oprócz trzech znanych mu lwiątek, bawią się jeszcze dwie płowe samiczki o zielonych oczach, prawdopodobnie córki Nihae.
Nihae była płową lwicą, najlepszą przyjaciółką Sarai.
Oprócz Nihae, Ombre, Sarai i lwiątek w stadzie było również pięć samic i trzy lwy.
W każdym razie czarny samiec uśmiechnął się do jednej z samiczek.
- Cześć, jestem Irusu, a to moja siostra, Uzuri.
- Ja jestem Agnach … - powiedział nieśmiało samiec.
- Bawisz się z nami ? - zapytała Erifasi.
- Nie, wolę posiedzieć w cieniu.
- Och przestań, wkrótce będzie za gorąco, żeby się bawić ! - zawołała Irusu, śmiejąc się.
- No dobrze - powiedział samiec, patrząc lwiczce w oczy.
Irusu rzuciła się na niego, śmiejąc się melodyjnym głosem.
- Berek ! - zawołała, odskakując.
Samiec westchnął.
Zapowiadał się ciężki poranek.
***
Safire schowała się za niewielkim, suchym drzewem.
Od kilku minut, lwiątka bawiły się w chowanego.
Szukał oczywiście Agnach - najspokojniejszy z całej szóstki samiec, który zawsze miał problemy ze znalezieniem przyjaciół podczas tej ekscytującej zabawy.
Po kilku minutach rozległ się rozdrażniony głos samca.
- Och, jak zwykle nie mogę was znaleźć …
Safire zachichotała mimowolnie.
Agnach przeszedł obok niej.
W pierwszej chwili jej nie zauważył, po chwili jednak zawołał :
- Ha, widzę cię, Safire !!!
Płowa samica wyszła z kryjówki i spojrzała z rozbawieniem na brata.
- Szukaj pozostałych, braciszku.
Agnach zbladł.
***
Erifasi wyszła z kryjówki jakieś pół godziny później.
Agnach znalazł wszystkich oprócz niej.
Czarna samica podeszła bliżej.
- Och, Agnach, jak zwykle nikogo nie znalazłeś - szydziła z brata.
- Przestań ! - zawołała Irusu, patrząc na nią gniewnie zielonymi oczami.
- Nie możesz mi niczego zabronić, słońce moje. A on - powiedziała wskazując na czarnego samca. - przynosi wstyd naszemu rodowi.
- Wcale nie ! - krzyknął Changa, stając przed siostrą.
Czarna samica uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Widocznie jako jedyna odziedziczyłam cechy mej mądrej i potężnej babki, Shavire wielkiej, królowej wojny i wspaniałej przywódczyni lwów wygnanych z raju, a nie tych głupich lwiach pustyni.
- Erifasi, masz szlaban ! - zawołał głos, a Erifasi ujrzała swojego ojca, łypiącego na nią błękitnymi ślepiami spod przymrużonych powiek.
Ogon opadł młodej samicy, gdy ojciec kazał jej wrócić do jaskini.
- Wyjdziesz dopiero jutro - zawołał gniewnie ojciec i poszedł do swojej żony, która rozmawiała z innymi samicami.
***
Ombre westchnął i rozejrzał się.
Piątka lwiątek leżała w cieniu, rozmawiając cicho.
Cztery lwice polowały.
Po chwili samice pojawiły się, trzymając w pyskach dwa fenki, stepówki i trzy gryzonie, w tym szczuroskoczka, myszoskoczka i ryjkonosa.
Ombre uśmiechnął się i podszedł do Sarai, która podarowała pięciu lwiątkom stepówkę.
Samce i samice zjadły ptaka i oblizaly pyszczki z krwi.
Z kolei dwa dorosłe samce, leżące do tej pory w jaskini oznajmiły, że również ruszają na polowanie.
Owocami ich łowów były kuropatewki pustynne - smakowite ptaki, które zostały skonskumowane przez samce.
***
Podczas posiłku Changa obserwował Uzuri, jedzącej stepówkę z rzadko spotykanym apetytem.
- To co teraz robimy ? - zapytała Irusu po posiłku.
- Pobawmy się w berka - zawołał Changa, który uwielbiał biegać - miał o wiele więcej energii niż inne lwiątka.
- Nieee - jęknął Agnach, będący całkowitym przeciwieństwem brata.
- Może upolujemy coś dla naszych mam - zaproponowała cicho Uzuri swoim melodyjnym głosem.
- Och, to świetny pomysł, mamy na pewno się ucieszą ! - krzyknęła zachwycona Safire.
Wszystkie lwiątka uśmiechnęły się do siebie.
- Ja chcę polować z Agnach'em - powiedziała Irusu, na co pyszczek czarnego samieca przybrał barwę karmazynu.
- A ja z Uzuri - rzekł Changa, nie odrywając oczu od płowej samiczki.
- A ja ? - zapytała cicho Safire ?
- Możesz z nami ! - stwierdziła Irusu, uśmiechając się do niej - obie samice bardzo się polubiły.
- Ruszajmy na polowanie.
***
Agnach co chwilę potykał się o kamyki.
Przyglądał się płowej samicy, idącej pewnym krokiem obok niego.
- Ojj, znowu się przewróciłeś ? - zapytała szczerze rozbawiona Irusu, pomagając mu się podnieść.
- Wiesz, myślę że Agnach na ciebie patrzył - zawołała Safire, na co czarny samiec zaczerwienił się bardzo gwałtownie.
- Wwcalle nie - wyjąkał, wstając.
Safire skoczyła do przodu, nie odrywając wzroku od małego myszoskoczka.
Po chwili odwróciła sie z gryzoniem w pysku.
- Jesteś urodzoną łowczynią - wyszeptała Irusu.
- Myślę, że tobie też się uda - uśmiechnęła się płowa samica. - Musisz tylko znaleźć ... Gdzie jest Agnach ?!
- Tutaj - powiedział rozbawiony samczyk, trzymając w pysku młodego scynka.
Samice otworzyły pyszczki ze zdumienia.
Z pyszczka Safire wypadł myszoskoczek.
- To dla ciebie - powiedział zaczerwieniony samiec, wręczając Irusu scynka.
- Dziękuję - szepnęła samica i polizała Agnach' a po pyszczku.

____

Wyszło, jak wyszło, bywało lepiej xd
UWAGA!!!
JEŚLI SPOTKASZ KOGOŚ O NAZWIE "TEVIRE" ITP, NA FORACH INNYCH NIŻ LP I SLZ - TO NIE JA, TYLKO MOJA MŁODSZA SIOSTRA!!! ( XD )

Awatar użytkownika
Nasire
Posty: 24
Rejestracja: 19 lip 2012, 08:07

Re: Mchanga - άμμος - Harena - Piasek

Postautor: Nasire » 21 lip 2012, 10:33

Noo, nie wiedziałem siostrzyczko, że masz taki talent. Nie to, że w ciebie nie wierzyłem xd Całkiem fajnie, chociaż troszkę wątpię, żeby temu stadu tak się udawało, no wiesz, z tym, polowaniem, a tym bardziej, że ta cała Safire i ten cały Agnach coś upolowali, chociaż mogli mieć z trzy, cztery miesięce.
Tevire to moja bardziej lub mniej zacna siostra - użyłem jej e - mailu do rejestracji.

Awatar użytkownika
Tevire
Posty: 516
Rejestracja: 18 maja 2012, 18:31

Re: Mchanga - άμμος - Harena - Piasek

Postautor: Tevire » 21 lip 2012, 13:50

Dziękuję za pozytywną opinię ^^

Safire czuła się zdradzona.
Agnach i Irusu rozmawiali w drodze powrotnej.
Raczej nie odzywali się do płowej samicy, która co chwilę pociągała smętnie nosem, powstrzymując łzy napływające do oczu.
- I wtedy rzuciłem się na tą antylopę i wgryzłem swoje kły w jej kark, czując krew w pysku - opowiadał czarny samiec przyjaciółce, która otwarła pyszczek ze zdumienia.
- To nie ty zabiłeś tą antylopę tylko mama - powiedziała cicho Safire, ale nikt nie zwracał na nią uwagi.
Po chwili płowa samica zobaczyła brata i jego przyjaciółkę, którzy nieśli po jednej myszy.
Biały samiec podszedł do siostry.
- Udało ci się coś upolować ? - zapytał, kładąc mysz na piasku.
- Tak - powiedziała cicho i poszła do jaskini.
Zastała w niej siostrę, która szlochała cicho w kącie jaskini.
- Nie płacz Erifasi, jutro wyjdziesz i będziemy mogły się bawić.
Czarna samica spojrzała na nią oczami pełnymi łez.
- Naprawdę ?
- Oczywiście, pobawimy się w dwójkę - westchnęła. - Inni chyba nas nie lubią.
***
Erifasi obudziła się kilka minut po wschodzie słońca.
Obok nie leżała matka i siostra.
Ojciec z braćmi pewnie spał w innej jaskini.
Czarna samiczka obudziła siostrę.
- Co robimy ? - zapytała, uśmiechając się.
- Nie wiem siostro ... Może pobawimy się w chowanego ?
- We dwójkę to nie to samo.
Erifasi westchnęła.
- Siostro - powiedziała po chwili czarna samica - Kto jest spośród nas najstarszy ?
Płowa samica zamrugała.
- Nie mam pojęcia ... Chyba Changa ...
- Jesteś pewna - dopytywała sie czarna.
- Nie ... Zapytaj mamy.
- Dzień dobry, córeczki. Piękny dzień - zaświergotała Sarai, która właśnie się obudziła.
Obie samice podskoczyły do matki i przytuliły się.
- Mamo, czy Changa jest najstarszy ? - zapytała po chwili Erifasi.
Oczy płowej lwicy zabłysły.
- Nie, moje drogie. - Wstała. - A teraz wybaczcie, idę na polowanie.
***
Ombre podszedł do żony, która dopiero co wyszła z jaskini.
- Kochanie, chcę ci coś oznajmić - powiedział lekko zmieszany samiec.
Lwica usiadła i spojrzała na niego z uwagą.
- Niedawno przyleciał dzioborożec z wiadomością z lwiej ziemi.
- Cooo ?!
- Moja siostra chce mi oddać we władanie złą ziemię - wyznał lew.
Sarai zamrugała, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Nie ... nie pójdziesz tam - wyszeptała lwica.
- Ale ... to jest moje dziedzictwo.
- Ja i lwiątka nigdzie nie odejdziemy ! - powiedziała z powagą samica.
- To są też moje lwiątka ! - ryknął samiec.
Samiec przygniótł samicę.
Z jaskin wyszły zaniepokojone osobniki i zaczęły przyglądać się kłótni.
- To ja jestem matką ! - krzyknęła Sarai, z trudem powstrzymując łzy.
- A ja jestem ojcem ! - wrzasnął lew.
- Ciszaaa ! - krzyknęła jakaś płowa lwica.
Ombre skoczył na nią i o mało co nie zabił - powstrzymały go pozostałe samice i samiec.
- Wynoś się stąd ! - krzyknęła Sarai, wskakując na skałę. - Jako władczyni pustyni skazuję cię na dożywotnie wyganie !
Lew spojrzał na nią i zrozumiał swój błąd.
Odwrócił się.
Odszedł.
UWAGA!!!
JEŚLI SPOTKASZ KOGOŚ O NAZWIE "TEVIRE" ITP, NA FORACH INNYCH NIŻ LP I SLZ - TO NIE JA, TYLKO MOJA MŁODSZA SIOSTRA!!! ( XD )


Wróć do „Opowiadania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości