Sawanna
Re: Sawanna
- W nic Ci dmuchać nie zamierzam... *powiedziała ze stoickim spokojem*
Chaos w czystej postaci.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Hale.
Av by Madame Carotte.
-
Satra
- Były członek forum
- Posty: 625
- Rejestracja: 02 sty 2011, 12:33
- Lokalizacja: Gdzieś tam... ;)
- Kontaktowanie:
Re: Sawanna
Nie rozumiesz...
No cóż... Nie jestem tu mile widziana...
*odchodzi bez pożegnania*
No cóż... Nie jestem tu mile widziana...
*odchodzi bez pożegnania*Umarła... I nie wróci... :p
Re: Sawanna
- Tak nikt nie powiedział. Każdy może tu przychodzić.
Chaos w czystej postaci.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Re: Sawanna
* Spojrzała obojętnie na oddalającą się Satrę *
- Wreszcie będzie chwila spokoju * rzuciła z nutą pogardy i ułożyła się wygodnie w cieniu drzewa Akacji *
- Moi rodzice, a Twoi dziadkowie wiedli żywot samotników * zaczęła swą opowieść * - Mój ojciec - Baridi - był rosłym, silnym i mądrym, acz nieco nadpobudliwym lwem o jasnobrązowej sierści i czarnej, niczym heban, grzywie oraz oczach, których źrenice miały kolor niemalże fioletowy. Matka była zaś pogodną, ambitną i opiekuńczą lwicą, na dodatek kochającą dzieci. Ariedale, bo tak miała na imię, miała futro w odcieniu smoły, a lazurowe oczy doskonale się z nim komponowały. Byli szczęśliwi, ale kiedy na świat przyszło ich pierworodne dziecko - Humphrey, szczęście zamieniło się w istną euforię. Na następnych potomków nie trzeba było długo czekać. Mika, Kora, no i oczywiście ja byłyśmy kolejnymi owocami ich bezgranicznej miłości. Żyliśmy sobie spokojnie na krawędziach Lwiej Ziemi, nikomu nie wadząc, dopóty nie pojawili się oni - Lwioziemcy. Była ich piątka. Trzy lwy i dwie lwice. Zjawili się nieoczekiwanie i, jak się potem okazało, z nie najlepszymi intencjami. Matka kazała się nam schować w jaskini i nie wychodzić z niej pod żadnym pozorem. Jakoż, iż Humphreya w tym czasie nie było, Mika, jako najstarsza spośród naszej trójki, miała nas pilnować. Schowałyśmy się za stosem skał w grocie. Słyszałam warczenie i ryki moich rodziców, a także obcych lwów. Potem poczułam metaliczny zapach krwi, a chwilę po tym zrozpaczony i pełny furii ryk mojego ojca. Nie wytrzymałam. Wyjrzałam zza skał i ujrzałam, jak moja matka leży martwa przed wejściem w grocie, poszarpana i cała w krwistej posoce... Ojciec w przypływie gniewu dosłownie rozszarpał na kawałki jednego z samców, również obie lwice straciły żywot w podobny sposób, mimo iż tata w tym czasie był pozbawiony jednego oka, a jego ciało pokrywały liczne, krwawiące rany. Jego cierpienie po stracie partnerki nie trwało zbyt długo... Wkrótce i on skonał dobity przez pozostałą dwójkę samców... Och, przysięgam, że gdyby nie powstrzymała mnie wtedy Twoja matka, to rzuciłabym się jednemu z nich do gardła... * powiedziała z wyraźną nienawiścią w głosie, jednak po chwili zdołała się opanować * - Decyzja o odejściu była niemal natychmiastowa. Strach, że oba lwy powrócą, był zbyt wielki, postanowiłyśmy udać się na zachód, poza granicę Lwiej Ziemi, znaleźć tam jakąś grotę i ruszyć na poszukiwanie Humphreya. Prześladowcy zdołali pochować ofiary walki, by zatrzeć jakiekolwiek ślady zbrodni, więc bądź co bądź, zaoszczędziliśmy trochę czasu... Tak jak postanowiłyśmy, zrobiłyśmy. Dwie nastoletnie lwice i jedna w wieku dziecięcym maszerowały raźno przez sawannę, dopóty nie dotarły do granicy. Tam znalazłyśmy przypadkiem małą jaskinię w której postanowiłyśmy zamieszkać. Droga do niej była dość zawiła, tak że nie musiałyśmy się martwić nieproszonymi gośćmi. Wkrótce zajęłyśmy się poszukiwaniem naszego brata. Na marne. Ślad po nim zaginął. Po kilku miesiącach życia w samotności, zdarzyło się kolejne nieszczęśliwe wydarzenie. Twoja matka, jakoż iż wypadała jej kolej, poszła na polowanie i już z niego nie powróciła. Szukałam jej dosłownie wszędzie... Na próżno. Dosłownie ślad po niej zaginął. Razem z Korą opuściłyśmy nasze zacisze i stałyśmy się wędrowcami. Przeżywałyśmy różne przygody, bardziej lub mniej miłe. Któregoś razu, zaciekawione żałobnym rykiem, zapuściłyśmy się pod Lwią Skałę. Trwał tam pogrzeb jakiejś lwicy. Po bliższym zapoznaniu się z ciałem ofiary, odkryłam, że była to... Mika. Czułam się tak, jakby ktoś po wielu torturach w końcu mnie zabił, a później ożywił, by ponownie się nade mną poznęcać. Widziałam, jak zakopują jej poszarpane ciało i ustawiają na ziemi kamienie, jako znak, że jest to grób. Ktoś ją zabił, to było jasne... Na początku myślałam, że byli to ci dwaj Lwioziemcy, którzy odpowiadali za śmierć naszych rodziców, ale to było niemożliwe. Nie widzieli nas wtedy. Miałam potworny mętlik w głowie. Zabrałam Korę i ruszyłyśmy w stronę granicy. Kilkadziesiąt metrów od Lwiej Skały, usłyszałam pisk lwiątka, dobiegający zza krzaków. To byłaś ty. Głodna i śpiąca. Od razu poznałam czyją córką jesteś... Podobieństwo było uderzające * uśmiechnęła się blado i kontynuowała swą opowieść * - Zabrałyśmy Cię ze sobą. Gęba Ci się nie zamykała przez całą drogę, już wtedy wiedziałam, że będziesz jedną z tych, które lubią irytować innych. Co tu dużo mówić? Pod tym względem wdałaś się we mnie i może trochę w ojca * dodała z przekąsem * - Dałam Ci na imię Hale, gdyż Twoja śp. matka zawsze mówiła mi, że to imię strasznie jej się podoba i z pewnością, kiedy będzie miała córkę, da jej tak na imię, wróćmy jednak do konkretów. Z racji tego, że miałam dwa lwiątka na głowie, na dodatek jedno żywiące się jeszcze mlekiem, nie mogłam chodzić na polowania, więc zaczęłam szukać stada, które mogłoby nas przyjąć. Lwioziemcy oczywiście nie wchodzili w grę, toteż poszukiwania zaczęłam gdzie indziej. Dotarłyśmy na pustkowie. Przez całą drogę nie zamknęłaś się ni razu, tak więc zaczynałam żałować, że nie jesteś na baterie i wtedy to właśnie poznałam pewną lwicę - Auriviale, mającą małe. Była dość uprzejma ( choć sądzę, że chciała po prostu, żebyś się w końcu zamknęła ) i zaproponowała nakarmienie Cię. Bez wahania zgodziłam się, gdyż Twoje piski doprowadziły mnie już do bólu ucha. Nie chcąc się za bardzo zwierzać, opowiedziałam jej poszczególne fragmenty z mojego życia, na co ta zaproponowała nam dołączenie do stada Wygnańców, oczywiście nie obyło się bez historyjek na różne tematy. Wyraziłam chęć dołączenia do stada, było mi to na łapę, że się tak wyrażę. Przywódca stada zaakceptował nas i tak oto znalazłyśmy nowe stado * zakończyła swoją opowieść * - Potem wydarzyło się jeszcze mnóstwo ciekawych rzeczy, ale o tym już innym razem * sapnęła leniwie i położyła łeb na łapach *
- Wreszcie będzie chwila spokoju * rzuciła z nutą pogardy i ułożyła się wygodnie w cieniu drzewa Akacji *
- Moi rodzice, a Twoi dziadkowie wiedli żywot samotników * zaczęła swą opowieść * - Mój ojciec - Baridi - był rosłym, silnym i mądrym, acz nieco nadpobudliwym lwem o jasnobrązowej sierści i czarnej, niczym heban, grzywie oraz oczach, których źrenice miały kolor niemalże fioletowy. Matka była zaś pogodną, ambitną i opiekuńczą lwicą, na dodatek kochającą dzieci. Ariedale, bo tak miała na imię, miała futro w odcieniu smoły, a lazurowe oczy doskonale się z nim komponowały. Byli szczęśliwi, ale kiedy na świat przyszło ich pierworodne dziecko - Humphrey, szczęście zamieniło się w istną euforię. Na następnych potomków nie trzeba było długo czekać. Mika, Kora, no i oczywiście ja byłyśmy kolejnymi owocami ich bezgranicznej miłości. Żyliśmy sobie spokojnie na krawędziach Lwiej Ziemi, nikomu nie wadząc, dopóty nie pojawili się oni - Lwioziemcy. Była ich piątka. Trzy lwy i dwie lwice. Zjawili się nieoczekiwanie i, jak się potem okazało, z nie najlepszymi intencjami. Matka kazała się nam schować w jaskini i nie wychodzić z niej pod żadnym pozorem. Jakoż, iż Humphreya w tym czasie nie było, Mika, jako najstarsza spośród naszej trójki, miała nas pilnować. Schowałyśmy się za stosem skał w grocie. Słyszałam warczenie i ryki moich rodziców, a także obcych lwów. Potem poczułam metaliczny zapach krwi, a chwilę po tym zrozpaczony i pełny furii ryk mojego ojca. Nie wytrzymałam. Wyjrzałam zza skał i ujrzałam, jak moja matka leży martwa przed wejściem w grocie, poszarpana i cała w krwistej posoce... Ojciec w przypływie gniewu dosłownie rozszarpał na kawałki jednego z samców, również obie lwice straciły żywot w podobny sposób, mimo iż tata w tym czasie był pozbawiony jednego oka, a jego ciało pokrywały liczne, krwawiące rany. Jego cierpienie po stracie partnerki nie trwało zbyt długo... Wkrótce i on skonał dobity przez pozostałą dwójkę samców... Och, przysięgam, że gdyby nie powstrzymała mnie wtedy Twoja matka, to rzuciłabym się jednemu z nich do gardła... * powiedziała z wyraźną nienawiścią w głosie, jednak po chwili zdołała się opanować * - Decyzja o odejściu była niemal natychmiastowa. Strach, że oba lwy powrócą, był zbyt wielki, postanowiłyśmy udać się na zachód, poza granicę Lwiej Ziemi, znaleźć tam jakąś grotę i ruszyć na poszukiwanie Humphreya. Prześladowcy zdołali pochować ofiary walki, by zatrzeć jakiekolwiek ślady zbrodni, więc bądź co bądź, zaoszczędziliśmy trochę czasu... Tak jak postanowiłyśmy, zrobiłyśmy. Dwie nastoletnie lwice i jedna w wieku dziecięcym maszerowały raźno przez sawannę, dopóty nie dotarły do granicy. Tam znalazłyśmy przypadkiem małą jaskinię w której postanowiłyśmy zamieszkać. Droga do niej była dość zawiła, tak że nie musiałyśmy się martwić nieproszonymi gośćmi. Wkrótce zajęłyśmy się poszukiwaniem naszego brata. Na marne. Ślad po nim zaginął. Po kilku miesiącach życia w samotności, zdarzyło się kolejne nieszczęśliwe wydarzenie. Twoja matka, jakoż iż wypadała jej kolej, poszła na polowanie i już z niego nie powróciła. Szukałam jej dosłownie wszędzie... Na próżno. Dosłownie ślad po niej zaginął. Razem z Korą opuściłyśmy nasze zacisze i stałyśmy się wędrowcami. Przeżywałyśmy różne przygody, bardziej lub mniej miłe. Któregoś razu, zaciekawione żałobnym rykiem, zapuściłyśmy się pod Lwią Skałę. Trwał tam pogrzeb jakiejś lwicy. Po bliższym zapoznaniu się z ciałem ofiary, odkryłam, że była to... Mika. Czułam się tak, jakby ktoś po wielu torturach w końcu mnie zabił, a później ożywił, by ponownie się nade mną poznęcać. Widziałam, jak zakopują jej poszarpane ciało i ustawiają na ziemi kamienie, jako znak, że jest to grób. Ktoś ją zabił, to było jasne... Na początku myślałam, że byli to ci dwaj Lwioziemcy, którzy odpowiadali za śmierć naszych rodziców, ale to było niemożliwe. Nie widzieli nas wtedy. Miałam potworny mętlik w głowie. Zabrałam Korę i ruszyłyśmy w stronę granicy. Kilkadziesiąt metrów od Lwiej Skały, usłyszałam pisk lwiątka, dobiegający zza krzaków. To byłaś ty. Głodna i śpiąca. Od razu poznałam czyją córką jesteś... Podobieństwo było uderzające * uśmiechnęła się blado i kontynuowała swą opowieść * - Zabrałyśmy Cię ze sobą. Gęba Ci się nie zamykała przez całą drogę, już wtedy wiedziałam, że będziesz jedną z tych, które lubią irytować innych. Co tu dużo mówić? Pod tym względem wdałaś się we mnie i może trochę w ojca * dodała z przekąsem * - Dałam Ci na imię Hale, gdyż Twoja śp. matka zawsze mówiła mi, że to imię strasznie jej się podoba i z pewnością, kiedy będzie miała córkę, da jej tak na imię, wróćmy jednak do konkretów. Z racji tego, że miałam dwa lwiątka na głowie, na dodatek jedno żywiące się jeszcze mlekiem, nie mogłam chodzić na polowania, więc zaczęłam szukać stada, które mogłoby nas przyjąć. Lwioziemcy oczywiście nie wchodzili w grę, toteż poszukiwania zaczęłam gdzie indziej. Dotarłyśmy na pustkowie. Przez całą drogę nie zamknęłaś się ni razu, tak więc zaczynałam żałować, że nie jesteś na baterie i wtedy to właśnie poznałam pewną lwicę - Auriviale, mającą małe. Była dość uprzejma ( choć sądzę, że chciała po prostu, żebyś się w końcu zamknęła ) i zaproponowała nakarmienie Cię. Bez wahania zgodziłam się, gdyż Twoje piski doprowadziły mnie już do bólu ucha. Nie chcąc się za bardzo zwierzać, opowiedziałam jej poszczególne fragmenty z mojego życia, na co ta zaproponowała nam dołączenie do stada Wygnańców, oczywiście nie obyło się bez historyjek na różne tematy. Wyraziłam chęć dołączenia do stada, było mi to na łapę, że się tak wyrażę. Przywódca stada zaakceptował nas i tak oto znalazłyśmy nowe stado * zakończyła swoją opowieść * - Potem wydarzyło się jeszcze mnóstwo ciekawych rzeczy, ale o tym już innym razem * sapnęła leniwie i położyła łeb na łapach *
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Re: Sawanna
*słuchała w napięciu, z powagą, tylko uśmiechając się na wspomnienia o sobie*
- Dzięki.
- Dzięki.
Chaos w czystej postaci.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Re: Sawanna
*Podniosła łeb na niewielką wysokość i skinęła nim lekko w odpowiedzi *
- Cała przyjemność po mojej stronie * mruknęła cicho, przybierając wcześniejszą pozycję *
- Cała przyjemność po mojej stronie * mruknęła cicho, przybierając wcześniejszą pozycję *
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Re: Sawanna
- Za stwierdzenie nie zamykającej się gęby też. Dzięki... *zaśmiała się dźwięcznie*
Chaos w czystej postaci.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Re: Sawanna
* Uśmiechnęła się odruchowo *
- Teraz wydaje się to śmieszne, ale w tamtym okresie do śmiechu mi nie było... I jeśli sobie dobrze przypominam, to nie tylko mnie... Byłaś istnym postrachem lwów * zaśmiała się * - Inni członkowie stada omijali naszą jaskinię z daleka przez bite kilka miesięcy, dopóki nie nauczyłaś się jeść mięsa. Jedynymi gośćmi w tamtych czasach była Auriviale i jej potomstwo * powiedziała z wyraźnym rozbawieniem * - Nie licząc pewnego lwa, który przychodził od czasu do czasu... * skrzywiła się nieco na to wspomnienie *
- Teraz wydaje się to śmieszne, ale w tamtym okresie do śmiechu mi nie było... I jeśli sobie dobrze przypominam, to nie tylko mnie... Byłaś istnym postrachem lwów * zaśmiała się * - Inni członkowie stada omijali naszą jaskinię z daleka przez bite kilka miesięcy, dopóki nie nauczyłaś się jeść mięsa. Jedynymi gośćmi w tamtych czasach była Auriviale i jej potomstwo * powiedziała z wyraźnym rozbawieniem * - Nie licząc pewnego lwa, który przychodził od czasu do czasu... * skrzywiła się nieco na to wspomnienie *
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Re: Sawanna
- Lwa * potwierdziła obojętnie i jakby przeczuwając dalsze pytanie Hale, kontynuowała wypowiedź * - Stary dziwak, potrzebujący młodego słuchacza do opowiadanych przez siebie historyjek na temat ,, kiedy byłem mały " i ,, jak dobrze było w tamtych czasach ", ot co * mruknęła znudzona, mając nadzieję, że Hale łyknęła to wytłumaczenie *.
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Re: Sawanna
*wzruszyła ramionami*
- Nie chcesz... nie mów. *powiedziała obojętnie*
- Nie chcesz... nie mów. *powiedziała obojętnie*
Chaos w czystej postaci.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Re: Sawanna
- Nie lubię mówić o dość osobistych sprawach * mruknęła niewzruszona * - Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie... * uśmiechnęła się tajemniczo i przymknęła oczy *
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Re: Sawanna
- Porąbane tajemnice. *wypaliła i zamilkła*
Chaos w czystej postaci.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Re: Sawanna
- Skoro tak twierdzisz... * mruknęła ze stoickim spokojem *
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Re: Sawanna
- Tak, tak właśnie twierdzę. *uśmiechnęła się
*
- To kiedy mogę liczyć na dowiedzenie się czegoś więcej?
*- To kiedy mogę liczyć na dowiedzenie się czegoś więcej?
Chaos w czystej postaci.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Re: Sawanna
- Może w przyszłym roku * posłała jej pełen złośliwości uśmiech * - Chyba, że będziesz mi wiercić dziurę w brzuchu...
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Re: Sawanna
*chowa wiertarkę. Podchodzi do Humpa i uderza go łapą. Siada koło niego*
- Nie myśl już tak.
- Nie myśl już tak.
Chaos w czystej postaci.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Re: Sawanna
- Nie myśl tak, bo sobie tylko mózg przemęczysz * uśmiechnęła się złośliwie do Humpa *
- Dla pocieszenia dodam, że go z pewnością nie znałeś... * mruknęła * - I już zapewne nie poznasz.
- Dla pocieszenia dodam, że go z pewnością nie znałeś... * mruknęła * - I już zapewne nie poznasz.
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Re: Sawanna
- No właśnie! *w jej oku dało się dostrzec błysk*
- Zaczęłaś to mów.
- Zaczęłaś to mów.
Chaos w czystej postaci.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Hale.
Av by Madame Carotte.
Re: Sawanna
- A co tu dużo mówić? Było i się skończyło * prychnęła * - Stare dzieje, niewarte powrotu do nich.
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Re: Sawanna
- Przepadł * odpowiedziała zdawkowo *
- Rozumiem, że nie dacie mi spokoju, dopóki nie dowiecie się kim on był? * mruknęła niechętnie, po chwili namysłu *
- Rozumiem, że nie dacie mi spokoju, dopóki nie dowiecie się kim on był? * mruknęła niechętnie, po chwili namysłu *
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Re: Sawanna
* Uniosła oczy ku niebu i westchnęła teatralnie *
- No więc dobrze... Opowiem Wam o nim * powiedziała obojętnie * - W sumie, to nawet ciekawa historia...
* błądziła chwilę wzrokiem po postaciach Hale i Humpa *
- Pytania będą na końcu * oznajmiła bez entuzjazmu i chrząknęła teatralnie, by zacząć swą opowieść *
- No więc dobrze... Opowiem Wam o nim * powiedziała obojętnie * - W sumie, to nawet ciekawa historia...
* błądziła chwilę wzrokiem po postaciach Hale i Humpa *
- Pytania będą na końcu * oznajmiła bez entuzjazmu i chrząknęła teatralnie, by zacząć swą opowieść *
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości