Jest to opowieść jednoczęściowa, ba, opowiadanie.
Natchnęło mnie rano i, mając pod ręką laptop, napisałam coś, co mażna nazwać Mchanga, Harena czy άμμος - Piasek.
Ombre wpatrywał się w lwicę leżącą obok czwórki młodych lwiątek.
Sarai urodziła kila minut temu.
Ombre spodziewał się jednego, dwóch lwiątek.
Widocznie los chciał inaczej.
Dwoje samców i dwie samiczki - jak powiedziała jego żona.
Dwa czarne, jeden biały i jeden płowy - te pierwsze odziedziczyły sierść po matce Ombre - Shavire, niezwykle mądrej i silnej lwicy.
Ombre postanowił że biały samiec, który jako jedyny odziedziczył sierść po ojcu, zostanie nazwany Changa, od słowa mchanga, oznaczającego piasek w języku lwów pustyni.
Po chwili lwica obudziła się i spojrzała z uśmiechem na lwa.
- Myślę, że ten czarny samiec powinien mieć na imię Agnach.
- A ja myślę, że ten biały samiec powinien zostać nazwany Changa.
Lwica spojrzała na męża z uśmiechem i polizała lwiątka z czułością.
- Ta czarna samica będzie mieć na imię Erifasi - powiedziała lwica tonem nie znoszącym sprzeciwu, na co lew uśmiechnął się promiennie.
- Wiesz, może ta płowa będzie miała na imię Safire … - zamyślił się ojciec lwiątek i polizał każde z małych lwiątek, leżących w łapach matki.
- Tak - zgodziła się Sarai i westchnęła, po czym przymknęła oczy.
***
Changa wybiegł z jaskini i spojrzał na zachodzące słońce.
- Tato, tato, chodź szybko !!!
Ombre westchnął. Mimo, że żona i dzieci były jego całym światem, czuł się zmęczony tą odpowiedzialnością i samą świadomością, że jest ojcem.
Biały lew wstał i podszedł do syna, którego przytulił, po czym mrukną z zadowoleniem.
- Changa, idź do mamy, czas spać - oznajmił lew z zadowoleniem, chwytając delikatne syna na karku i wnosząc do jaskini, gdzie czekała Sarai i pozostałe lwiątka z kilkoma myszkami, które w ciągu sześciu minut zostały skonsumowane przez rodzinę.
***
Agnach otworzył oczy i ziewnął, przeciągając się.
Pozostałe lwiątka biegały w suchej trawie, śmiejąc się głośno.
Czarny samiec wstał i, mruknąwszy z zadowoleniem, podszedł do rodzeństwa.
Dopiero po chwili zorientował się, że oprócz trzech znanych mu lwiątek, bawią się jeszcze dwie płowe samiczki o zielonych oczach, prawdopodobnie córki Nihae.
Nihae była płową lwicą, najlepszą przyjaciółką Sarai.
Oprócz Nihae, Ombre, Sarai i lwiątek w stadzie było również pięć samic i trzy lwy.
W każdym razie czarny samiec uśmiechnął się do jednej z samiczek.
- Cześć, jestem Irusu, a to moja siostra, Uzuri.
- Ja jestem Agnach … - powiedział nieśmiało samiec.
- Bawisz się z nami ? - zapytała Erifasi.
- Nie, wolę posiedzieć w cieniu.
- Och przestań, wkrótce będzie za gorąco, żeby się bawić ! - zawołała Irusu, śmiejąc się.
- No dobrze - powiedział samiec, patrząc lwiczce w oczy.
Irusu rzuciła się na niego, śmiejąc się melodyjnym głosem.
- Berek ! - zawołała, odskakując.
Samiec westchnął.
Zapowiadał się ciężki poranek.
***
Safire schowała się za niewielkim, suchym drzewem.
Od kilku minut, lwiątka bawiły się w chowanego.
Szukał oczywiście Agnach - najspokojniejszy z całej szóstki samiec, który zawsze miał problemy ze znalezieniem przyjaciół podczas tej ekscytującej zabawy.
Po kilku minutach rozległ się rozdrażniony głos samca.
- Och, jak zwykle nie mogę was znaleźć …
Safire zachichotała mimowolnie.
Agnach przeszedł obok niej.
W pierwszej chwili jej nie zauważył, po chwili jednak zawołał :
- Ha, widzę cię, Safire !!!
Płowa samica wyszła z kryjówki i spojrzała z rozbawieniem na brata.
- Szukaj pozostałych, braciszku.
Agnach zbladł.
***
Erifasi wyszła z kryjówki jakieś pół godziny później.
Agnach znalazł wszystkich oprócz niej.
Czarna samica podeszła bliżej.
- Och, Agnach, jak zwykle nikogo nie znalazłeś - szydziła z brata.
- Przestań ! - zawołała Irusu, patrząc na nią gniewnie zielonymi oczami.
- Nie możesz mi niczego zabronić, słońce moje. A on - powiedziała wskazując na czarnego samca. - przynosi wstyd naszemu rodowi.
- Wcale nie ! - krzyknął Changa, stając przed siostrą.
Czarna samica uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Widocznie jako jedyna odziedziczyłam cechy mej mądrej i potężnej babki, Shavire wielkiej, królowej wojny i wspaniałej przywódczyni lwów wygnanych z raju, a nie tych głupich lwiach pustyni.
- Erifasi, masz szlaban ! - zawołał głos, a Erifasi ujrzała swojego ojca, łypiącego na nią błękitnymi ślepiami spod przymrużonych powiek.
Ogon opadł młodej samicy, gdy ojciec kazał jej wrócić do jaskini.
- Wyjdziesz dopiero jutro - zawołał gniewnie ojciec i poszedł do swojej żony, która rozmawiała z innymi samicami.
***
Ombre westchnął i rozejrzał się.
Piątka lwiątek leżała w cieniu, rozmawiając cicho.
Cztery lwice polowały.
Po chwili samice pojawiły się, trzymając w pyskach dwa fenki, stepówki i trzy gryzonie, w tym szczuroskoczka, myszoskoczka i ryjkonosa.
Ombre uśmiechnął się i podszedł do Sarai, która podarowała pięciu lwiątkom stepówkę.
Samce i samice zjadły ptaka i oblizaly pyszczki z krwi.
Z kolei dwa dorosłe samce, leżące do tej pory w jaskini oznajmiły, że również ruszają na polowanie.
Owocami ich łowów były kuropatewki pustynne - smakowite ptaki, które zostały skonskumowane przez samce.
***
Podczas posiłku Changa obserwował Uzuri, jedzącej stepówkę z rzadko spotykanym apetytem.
- To co teraz robimy ? - zapytała Irusu po posiłku.
- Pobawmy się w berka - zawołał Changa, który uwielbiał biegać - miał o wiele więcej energii niż inne lwiątka.
- Nieee - jęknął Agnach, będący całkowitym przeciwieństwem brata.
- Może upolujemy coś dla naszych mam - zaproponowała cicho Uzuri swoim melodyjnym głosem.
- Och, to świetny pomysł, mamy na pewno się ucieszą ! - krzyknęła zachwycona Safire.
Wszystkie lwiątka uśmiechnęły się do siebie.
- Ja chcę polować z Agnach'em - powiedziała Irusu, na co pyszczek czarnego samieca przybrał barwę karmazynu.
- A ja z Uzuri - rzekł Changa, nie odrywając oczu od płowej samiczki.
- A ja ? - zapytała cicho Safire ?
- Możesz z nami ! - stwierdziła Irusu, uśmiechając się do niej - obie samice bardzo się polubiły.
- Ruszajmy na polowanie.
***
Agnach co chwilę potykał się o kamyki.
Przyglądał się płowej samicy, idącej pewnym krokiem obok niego.
- Ojj, znowu się przewróciłeś ? - zapytała szczerze rozbawiona Irusu, pomagając mu się podnieść.
- Wiesz, myślę że Agnach na ciebie patrzył - zawołała Safire, na co czarny samiec zaczerwienił się bardzo gwałtownie.
- Wwcalle nie - wyjąkał, wstając.
Safire skoczyła do przodu, nie odrywając wzroku od małego myszoskoczka.
Po chwili odwróciła sie z gryzoniem w pysku.
- Jesteś urodzoną łowczynią - wyszeptała Irusu.
- Myślę, że tobie też się uda - uśmiechnęła się płowa samica. - Musisz tylko znaleźć ... Gdzie jest Agnach ?!
- Tutaj - powiedział rozbawiony samczyk, trzymając w pysku młodego scynka.
Samice otworzyły pyszczki ze zdumienia.
Z pyszczka Safire wypadł myszoskoczek.
- To dla ciebie - powiedział zaczerwieniony samiec, wręczając Irusu scynka.
- Dziękuję - szepnęła samica i polizała Agnach' a po pyszczku.
____
Wyszło, jak wyszło, bywało lepiej



