Saga o Farmirze

Może ktoś rozwija się literacko? Pochwalcie się tu swoimi opowiadaniami! :D
Awatar użytkownika
Lazareth
Posty: 1250
Rejestracja: 07 cze 2011, 16:20

Saga o Farmirze

Postautor: Lazareth » 08 sty 2012, 22:41

Część I


"Czerwona Skała"


Dawno, dawno temu, w jednej z rozgrzanych, afrykańskich krain, na wielkiej czerwonej równinie żyło sobie lwie Stado Czerwonej Skały. Było ono dość liczne i sprawowało kontrolę nad rozległym terytorium. Nie posiadało ono wrogów, przez co przez długi czas stado żyło w spokoju i harmonii żyjąc dostatnie i opiekując się również miejscowymi zwierzętami. Nasza opowieść zaczyna się za panowania króla Falmara ów król posiadał żonę, królową Rakszasę. Rakszasa była piękną, ciemną lwicą z brunatnymi oczami w których czaiła się intryga. Pochodziła z dalekiego, północnego stada, przybyła tu poszukując lepszych warunków bytu. Pojawiła się przed nią szansa zostania królową. Uwiodła więc Falmara który odtąd spełniał wszystkie jej życzenia. Rakszasa za plecami męża planowała jak przejąć władzę całkowitą. Lew miał jednak zbyt duże poparcie poddanych którzy wierzyli w każdy jego czyn i byli gotowi pójść za nim choćby do piekła. Wkrótce więc lwica porzuciła ten plan.

Po jakimś czasie stało się nieuniknione: Rakszasa urodziła dwoje dzieci. Syna-Fulmara i córkę-Rikkerrę. Fulmar odziedziczył po ojcu jedynie brunatną grzywę. Poza tym miał białą sierść i brązowe oczy matki. Cechy wewnętrzne wszystkie, oprócz cierpliwości, również otrzymał w spadku od niej. Rikkarra zmarła zaraz po porodzie. Rakszasa nie zbyt przejęła się śmiercią córki. Było jej to obojętne, liczyło się dla niej tylko to, że urodziła następce tronu, dzięki któremu mogła spełnić swoje plany. Mijały lata. Fulmar dorastał, i coraz bardziej przypominał matkę. Ojciec zaniedbywał nieco syna z powodów niepokojów na granicach. Na wschodzie i południu, swawolne kupy hien atakowały pojedyńcze lwice będące na polowaniu i zapuszczały się coraz dalej w głąb krainy. Na zachodzie i północy, jedno z mniejszych stad zaczęło włączać do siebie inne. I tak wkrótce urosło do dużych rozmiarów, z powodu agresywnej polityki, król zaczął się ich obawiać. Po każdej wyprawie na granice Falmar wpierw odwiedzał miejsce pochówki swojej córeczki, a dopiero potem, zmęczony udawał się na spoczynek. Fulmara całkowicie wychowywała Rakszasa, mająca wielkie nadzieje i plany wobec syna.

Kiedy młodzieniec osiągnął już wiek nastolatka, został wysłany na pierwsze samodzielne polowanie. Wrócił trzymając w pysku dużego bawoła. Wszyscy byli pod wrażeniem, wszyscy, oprócz królowej która sama najprzód zabiła zwierzę i schowała w znanym tylko jej i synowi miejscu.

Jakiś czas potem na Czerwoną Skałę-siedzibę stada, przybyła ciężko ranna, czarna lwica. Krwawiąc przybyła tuż pod grotę mieszkalną. Zdołała wyszeptać jedynie "...pomocy..." i padła nieprzytomnie na ziemię. Król na jej widok poczuł coś dziwnego. Rozkazał zaopiekować się nią. Dzięki pomocy nadwornego medyka lwica odzyskała nieco sił, nadal jednak będąc w śpiączce. Rany przestały krwawić a jej oddech z dnia na dzień był coraz spokojniejszy. Król w tajemnicy przed wszystkimi oprócz medyka, przychodził wieczorami i patrzył na śpiącą. Pewnej nocy kiedy Falmar wrócił z wyprawy i wszedł do królewskiej groty, czekała na niego Rakszasa. Od razu wysyczała wyrzuty wobec małżonka na temat jego zaniedbań syna. Wywiązała się kłótnia zakończona ostrymi słowami lwicy: "Gdybyś nie był kim jesteś, nie spojrzałabym nawet na ciebie." Reszta nocy była cicha, w jaskini grzmiało jedynie echo tej burzy.

Król pomimo wszystkiego puścił te słowa mimo uszu uważając że lwica wypowiedziała je w przypływie złości. Po jakimś czasie zaczął jednak zadawać sobie pytanie: " A jeśli to prawda...?"

Kiedy do uszu Falmara doszła wieść o ocknięciu się chorej lwicy, natychmiast poszedł z nią porozmawiać. Kiedy ów zobaczyła króla i usłyszała jego powitanie, jej serce drgnęło. Zaczerwieniła się lekko i już jedynie odpowiadała na jego pytania wstydliwie i powoli. Wyznała mu że na imię ma Rani i była córką króla jednego z niewielkich stad na zachodzie. Wkrótce północne stado które wówczas zajęło już całe północne tereny i większość zachodnich, przedstawiło żądanie aby Rani wyszła za mąż za władcę Białych Kłów (bo tak nazywało się ów wielkie stado). Rani odmówiła wtedy nieco płaczliwym ale stanowczym, dziewczęcym głosem że nie może wyjść za niego za mąż gdyż go nie kocha. Kochający ojciec, a w raz z nim całe stadko i rodzina stanęli za nią murem, i po krótkiej i krwawej wojnie, stado Rani zostało wybite a ona sama musiała salwować się ucieczką za granicę. Po drodze złapały ją hieny i to one zadały jej te rany, nieoswojona z walką lwica nie potrafiła się bronić. O ostatkach sił dotarła na Czerwoną Skałę.

Falmar poruszony historią, osobowością i nadzwyczajnym pięknem Reni nawiązał z nią bliższą znajomość, a ona zdawać by się mogło odwzajemniała to jeszcze świeże, niepewne uczucie. Po dłuższym czasie król zdecydował się użyć dawnego prawa które dawało mu możliwość poślubienia drugiej żony. Oszołomiona propozycją Reni postanowiła jednak zaufać sercu i zgodziła się. Odbył się ślub.

Rakszasa była dotknięta do głębi tym co się stało. Znienawidziła Rani i uznała ją za zagrożenie dla siebie, syna, i dla swych planów. Zamknęła się w swoim świecie razem z Fulmarem i swoim zaufanym lwem-kochankiem pochodzącego z tego samego stada co ona. Zaczęła snuć plan pozbycia się natrętnej konkurentki raz na zawsze i ugruntowania swojej pozycji, oraz być może, rozprawy z mężem...
Ostatnio zmieniony 10 sty 2012, 16:59 przez Lazareth, łącznie zmieniany 1 raz.
avek by Laura-comics
ex favilla patria sacra

Awatar użytkownika
Sarai
Posty: 215
Rejestracja: 02 sty 2012, 13:04

Re: Saga o Farmirze

Postautor: Sarai » 09 sty 2012, 13:23

Hmm, zaczyna się doprawdy interesująco...
Czas pokaże...
" Zabijaj, albo zostaniesz zabity."

Awatar użytkownika
Shavire
Posty: 2099
Rejestracja: 01 sty 2011, 21:21
Lokalizacja: Przycmentarna Paryja xD

Re: Saga o Farmirze

Postautor: Shavire » 09 sty 2012, 15:39

Osobiście pierwsza część opowieści przypadła mi do gustu.
Masz dość wyrobione słownictwo, co niezmiernie mnie cieszy i raduje. Ku chwale ojczyzny xD
Nie robisz wielu byków, a przynajmniej nie takich, które by mnie raziły po oczach. I oby tak dalej :D
Przyznam, że treść czytałam z niemałym zaciekawieniem. Szczególnie podoba mi się postać lwicy intrygantki. Liczę na to, że w następnych częściach ją bardziej rozwiniesz :> Czuję się też zachęcona do kontynuowania śledzenia tegoż wątku ^^
Ciemna strona mocy jest potężna!

Obrazek

Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre

Awatar użytkownika
Lazareth
Posty: 1250
Rejestracja: 07 cze 2011, 16:20

Re: Saga o Farmirze

Postautor: Lazareth » 11 sty 2012, 21:05

Dzięki ^^ wiem że wspominałem że w II części będzie więcej akcji, ale plany fabularne uległy zmianie i ta jeszcze będzie taka przymulona ; d no i w związku z tym że ja za bardzo akszyn nie jestem także nie wiem czy nie będę pisał już w ten sposób, jako narrator tylko i w ogóle.



Część II

"Królewska Krew"


Rakszasa unikała męża. Dotychczas traktowała go jako niegroźnego pionka w jej łapach gotowego na każde jej skinienie zrobić wszystko czego by tylko zażądała. Jednak było to dla niej za mało. Chciała pozbyć się Falmara i rządzić samotnie. Teraz jednak, kiedy na drodze do jej dążeń stanęła Rani, poczuła że jej możliwości maleją z każdym dniem. Uświadomiła sobie że musi działać szybko. Symulując chorobę zamykała się wraz ze swym synem i wiernym doradcą w swojej jaskini obmyślając ostateczny plan.

Tymczasem miłość Rani i Falmara rosła. Wspólnie spędzali całe noce i dnie. Wspólnie przesiadywali na szczycie Czerwonej Skały wtuleni w siebie, wspólnie chadzali na długie spacery po czerwonych pustkowiach ich ziem, wspólnie przebywali w tylko im znanym zakątkom w którym nikt nie miał prawa im przeszkadzać, wspólnie nawet odwiedzali kurhanik Rikkerry. Rani bardzo żal było tej małej, niewinnej istotki której płomyk życia zgasł tak szybko jeszcze zanim ujrzała świat i choćby swych rodziców. Pragnęła kiedyś dać swemu ukochanemu takie szczęście jakim byłaby córeczka, która mogłaby załatać tą pustkę w sercu monarchy. W między czasie lwica postanowiła stać się częścią stada i rodziny. To pierwsze udało jej się bardzo szybko i z nadspodziewanym sukcesem, poddani od razu pokochali swą nową królową radując się z jej dobrego serca i szczęścia jakim obdarzyła ich posępnego dotąd władcę. To drugie niestety nie było jej dane, próbując zaprzyjaźnić się z Rakszasą pogarszała jedynie ich wzajemne stosunki, praktycznie ocierając się o śmierć gdyż starsza królowa przy każdej okazji próbowałaby zgładzić ją. Rani uświadomiła sobie że monarchini jej nienawidzi, zwróciła się więc do Fulmara.

Fulmar który całkowicie jak już było powiedziane wdał się w matkę, starał się ją naśladować, wkrótce stał się tak samo zły, okrutny i przebiegły jak ona. I tak samo nie znosił Rani. Pewnego razu kiedy chciała zaproponować mu wspólny spacer wokół Skały, młody książę nie zdołał opanować tego uczucia i wybuchł nim raniąc lwicę pazurami po policzku. Przerażona uciekła do męża. Ów domyślił się sam co się stało i ukarał syna skazując go na trzymiesięczną tułaczkę z dala od Czerwonej Skały. W młodym lwie obudziła się wtedy zawiść i być może zalążek przyszłej nienawiści do rodziciela. Udał się na pokutę z wysoko podniesioną głową ani myśląc o skrusze.

Rakszasa praktycznie oszalała z wściekłości. Po ostrej kłótni z Falmarem sama udała się na nocny spacer. Spacer ten, zaprowadził ją jednak daleko na wschód. Po długich rozmowach z niegrzeszącymi inteligencją hienami w końcu udało jej się przekonać je do ataku na Czerwoną Skałę obiecując góry jedzenia i mnóstwo miejsca do życia. Zajęło jej to kilka dni i nocy. W ciągu ostatniej z nich doszła do terytoriów nad którymi władzę sprawowało Stado Białych Kłów. Ich przekonywać nie trzeba było, od dawna planowali ten atak, a obietnice lwicy dotyczące zarówno nowych terenów jak i zemsty na aroganckiej Rani dolały oliwy do ognia. W zamian Rakszasa otrzymała obietnicę otrzymania tytułu królowej Czerwonej Skały, zobowiązując się do oddawania połowy terytoriów, regularną daninę w postaci upolowanej zwierzyny, i przyjęcia zwierzchnictwa Białych Kłów. Szczęśliwa lwica, pewna swego już ułożonego planu zaczęła powrót do domu. Po drodze spotkała swego syna na wpół przytomnego, wychudłego i stratowanego przez stado antylop gnu. Troskliwa matka zaopiekowała się nim przy niewielkim wodopoju. Lew stopniowo odzyskiwał siły.

Od dnia zniknięcia Rakszasy i Fulmara minęło kilka tygodni. Władca bez rezultatów rozsyłał po wszystkich ziemiach patrole aby znalazły ich i odeskortowały do domu. Rani pomagała Falmarowi i pocieszała go mówiąc że na pewno niedługo się znajdą.
W między czasie, młoda władczyni zaszła w ciążę, i urodziła trójkę młodych. Wszystkie zdrowe i silne, były to dwie córki- Renna i Iriam, oraz syn- Farmir.

Dokładnie dwa dni po porodzie Starsza monarchini i wyrodni syn powrócili do domu. Byli zszokowani widząc nowo narodzone dzieci. W głębi duszy jednak oboje byli pewni że nowi sojusznicy nie zawiodą, a zbliżał się ten dzień. Dzień zmierzchu Falmara.

Władca wybaczył od razu swemu pierworodnemu i przeprosił za gniew, zaś jego starsza żona powróciła do symulowania choroby aby oddalić od siebie wszelkie zarzuty o jakiekolwiek planowanie przeciw królowi i podejrzane znikanie na długi okres czasu. Z wierzchu, oboje zdrajców zaakceptowali nowych członków rodziny. Wewnątrz pragnęli uczynić wszystko aby ich brutalnie i boleśnie zamordować.

Falmar jednak nie podejrzewał ich o nic, był zbyt szczęśliwy narodzinami nowych dzieci. Tak samo szczęśliwa była Rani, lecz w jej sercu jednak tlił się niepokój...





Część III

"Krwawy Świt"

Dzień zaczynał się spokojnie. Farmir i Iriam bawili się na Czerwonej Skale u wejścia do jaskini, ich siostra - Renna siedziała nieopodal spoglądając w dal. Rani i Falmar leżeli w cieniu groty obserwując dziatwę. Renna była z całej trójki najspokojniejsza. Była nieśmiała, ale bardzo inteligentna, nawet najstarsze lwy ze stada były pod wrażeniem bystrości jej umysłu jak na swój młody wiek. Skryta, zamknięta w sobie lwiczka rzadko brała udział w zabawach, dnie spędzała na wylegiwaniu się i obserwowaniu świata. Z zewnątrz nosiła czarne futerko na grzbiecie i białe na brzuchu, łapach i pyszczku. Miała też srebrne, emanujące spokojem oczęta i białą grzywkę. Jej siostra zaś, Iriam, była jej lustrzanym odbiciem, zawsze uśmiechnięta, pogodna, pełna energii i entuzjastyczna. Była bardzo ciekawska, wszędzie wsadzała nos, uwielbiała też zabawy i poznawanie nowych znajomych, nie liczyło się dla niej ani wiek ani wygląd, lwiczka miała brunatno-bordowe futro z kremowo-białymi brzuchem, łapami i zakolami wokół złotych, błyszczących oczu. Z natury niezbyt silna przeważała w rodzeństwie zwinnością, szybkością i płynnością ruchów zauważaną przy zabawie z bratem. Co się tyczy właśnie ich brata, Farmir był niewiarygodnie silny patrząc na jego lichą, szczupłą sylwetkę. Czarna, dopiero wyrastająca grzywa przeplatana pasmami białego futra, ciemnoszara sierść i ten dziwny błysk w odziedziczonych po ojcu, złotych oczach. Poza tym Farmir był jakby mieszaniną cech swoich sióstr, ale było w nim coś jeszcze, tajemnicza cecha, cecha która miała się dopiero ujawnić.

Nad Czerwoną Skałę zaczęły nadciągać ciemne, deszczowe chmury które zakryły chylące się ku zachodowi słońce. Zmęczone lwiątka ułożyły się u boku swoich rodziców i zasnęły. Po jakimś czasie Falmara obudziły jakieś krzyki u podnuża góry. Szybko zauważył wbiegającą na szczyt lwicę - Morren. Była to najlepsza łowczyni z całego stada, dowodziła częścią na polowaniach i zwiadach z woli króla.Dysząc oznajmiła królowi że z północy nadchodzi duża grupa lwów i lwic, sądząc z liczebności i ponurych pieśni jakie mamroczą pod nosami należą do Stada Białych Kłów i nie mają pokojowych zamiarów. Monarcha zerwał się, obudził Rani i nakazał jej ukrycie się z dziećmi w głębi jaskini. Sam, nie czekając na odpowiedź, zbiegł na dół zarządzając natychmiastowe zebranie wszystkich członków stada. Przybyli niemal wszyscy, dwa lwy: Hurin i Murin, dwaj bracia, najstarsze lwy ze stada wciąż jednak posiadając młodzieńczą siłę, oraz dziesięć lwic razem z Morren. Brakowało Rakszasy, jej doradcy, Fulmara i trzech lwic które dwa dni temu uznano za martwe. Król zaczął się zastanawiać, zniknięcie Rakszasy kilka dni temu, zniknięcie jej teraz i marsz Północnych na Czerwoną Skałę. Zaraz jednak odpędził od siebie te myśli, królowa nie mogła zdradzić, może po prostu wybrała się ze swoją świtą na przechadzkę...nie miał na to czasu. Zaczął wydawać rozkazy.

Kiedy już wszystko było gotowe ktoś krzyknął że ze wschodu idą jakieś dwie lwice. Jedna z nich była ciągnięta przez drugą, szybko rozpoznano je jako dwie z trzech o których sądzono że nie żyją. Okazało się że kiedy były na zwiadzie napotkały na całą watahę hien która zaatakowała ich. Jedna zginęła na miejscu, druga ciężko ranna została uratowana przez ostatnią która mogła utrzymać się na łapach. Do władcy to nie docierało. Atak hien, atak Północnych...nie, w tym musiała maczać łapy Rakszasa. Po chwili milczenia Falmar oznajmił że nie mają wyjścia, będą bronić Czerwonej Skały dopóki ostatni członek stada nie padnie martwy. Nie było czasu, wszyscy ukryli się z rozkazu króla w licznych szczelinach u podnóża góry ukrytych dokładnie za niewysokimi krzakami. Pozostało czekać.

Rakszasa już wcześniej wymknęła się wraz z synem z domu i wyszła na spotkanie hienom, objęła nad nimi dowodzenie i nakazała pośpiech. Jej wierny doradca - Jarl czuwał na Czerwonej Skale, w chwili kiedy wszyscy mieli być zajęci walką miał odnaleźć królewskie dzieci, dwoje zabić a trzecie przynieść swej pani.

Pierwsze na miejsce dotarło jednak Stado Białych Kłów. Zdziwieni i zaniepokojeni że nikogo nie zastali zaczęli rozglądać się wokoło. Atak był nagły, nie spodziewali się go. Na rozkaz króla czternaścioro obrońców z dzikim rykiem ruszyło znienacka na Północnych z flanki. Zasyczały pazury rozrywające futro i mięśnie, zatrzeszczały łamane przez silne szczęki kości agresorów, zabulgotała gorąca krew spływająca na rozgrzaną ziemię. Północni pod naporem nielicznych czerwonych zostali odepchnięci, szybko jednak ogarnęli się i zaczęli zacieśniać pierścień okrążenia na topniejących z chwili na chwilę siłach obrońców. Falmar zorientował się że jeśli atakujący ich okrążą, nie będzie już ratunku. Nakazał więc strategiczny odwrót, dziesięcioro pozostałych przy życiu Czerwonych rzuciło się ku górze przebijając się przez najeźdźców. Obrońcy zaczęli biec na szczyt aby tam ostatecznie odeprzeć atak. Białe Kły ruszyły za nimi pozostawiając trupy swoich towarzyszy i wrogów w jednej wielkiej kałuży krwi i powyrywanych kłaków na ziemi. Zaczął padać deszcz zraszając zakrwawione ciała poległych i spocone ciała walczących. Falmar był gotów bronić swego stada, swego domu i swej rodziny. Biegł na szczyt prowadząc oddział swych wiernych poddanych. W tym momencie z góry zeskoczyła nań Rakszasa. Oboje złączyli się w zabójczym uścisku wbijając w siebie nawzajem kły i pazury. Półka skalna prowadząca na szczyt była jednak zbyt wąska, spadli na dół, na szczęście nie było zbyt wysoko, turlali się dalej zostawiając za sobą krwawy ślad. Falmar uderzeniem swej silnej łapy zrzucił z siebie lwicę i błyskawicznie stanął naprzeciw niej szczerząc kły. Ta zaczęła się śmiać. Władcę zaczęły okrążać hieny.

Tymczasem na szczycie ostatni pozostali przy życiu członkowie stada bronili się przed coraz bardziej zaciekłymi szturmami Północnych z dołu. W grocie Rani starała się uspokoić Iriam i Rennę które nie mogły powstrzymać płaczu. Jeden Farmir zachował spokój stojąc tuż przy wejściu. W tym momencie do wejścia podkradł się Jarl wysuwając pazury. Farmir niewiele myśląc zadał cios swoimi małymi pazurkami rozcinając napastnikowi nos. Rani zerwała się z miejsca i skoczyła na lwa w jednym ułamku sekundy przebijając kłami gardło Jarla. Niedoszły zabójca wybałuszył ślepia i po chwili wyzionął ducha. Rani wyszła z jaskini patrząc na rozgrywające się tu dantejskie sceny, jeden z atakujących złapał lwicę z jej stada i wciągnął ją w ciżmę Północnych, w mgnieniu oka jeszcze żywa lwica została rozerwana na strzępy, rozpruto jej brzuch, złamano klatkę żebrową, odgryziono tylną łapę. Rani nie mogła na to patrzeć, przeniosła wzrok na dół. Ujrzała swojego ukochanego desperacko odpierającego ataki hien i śmiejącą się obok Rakszasę. Rani wpadła we wściekłość, podbiegła szybko do Morren i nakazała jej z wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu aby zabrała dzieci i ukryła je gdzieś w bezpiecznym miejscu. Sama obejrzała się na grotę, zobaczyła jedynie pyszczek swojego synka jakby chciał spytać "Mamo...gdzie idziesz?". Królowa odwróciła się, zamknęła oczy, wyszczerzyła kły. Łzy napłynęły jej do oczu. Ryknęła i rzuciła się w stronę ciżmy Północnych. Jej atak był tak niespodziewany, tak silny, że nie dało się go powstrzymać. Pragnienie aby ratować męża było jak huragan, nie do powstrzymania. Przebiła się przez wrogów po czym podbiegła do Rakszasy i rzuciła się na nią od tyłu wbijając pazury w gardło. Zdrajczyni obróciła się z krzykiem bólu i odepchnęła atakującą rzucając ją na ziemię obok hien. Rani podniosła się i wskoczyła do kłębowiska w którym był Falmar. Razem bronili się dopóki nie zabrakło im sił. Zginęli razem rozszarpani przez hieny.

W tym czasie Morren z trudem przezwyciężyła chęć walki do ostatka ze swoimi siostrami, wbiegła do jaskini, zabrała stamtąd zobojętniałe, jakby sparaliżowane lwiątka. Wyniosła je z jaskini. Zauważyła niewielką szczelinę obok, przecisnęła się przez nią. Z daleka dobiegały ją krzyki zabijanych towarzyszek. Wkrótce okazało się że szczelina prowadzi na tyły Czerwonej Skały. Było tu bezpiecznie. Morren zarzuciła lwiątka na swój grzbiet i zaczęła biec, uciekać, jak najdalej.

Tymczasem na szczycie góry w kałużach krwi dogorywali ostatni członkowie dawnego stada Czerwonej Skały. Konali patrząc w szare chmury. Umierali szczęśliwi że umarli godnie, w obronie swojego domu. Nie umierali długo, hieny natychmiast dobiły ginących, zaczęły zaspokajać głód dzieląc mięso na kawałki. Północni odeszli milcząc. Ponieśli duże straty. Nie mieli już czego tu szukać, tutejsza zwierzyna i ziemia należała do nich. Odeszli. Rakszasa i Fulmar Stali na szczycie Czerwonej góry, z uśmiechami spoglądając na pole bitwy. Osiągnęli cel.

Rani i Falmar leżeli martwi na piasku. Ich dusze już dawno uleciały ku gwiazdom, ku przodkom. Wiatr zdmuchnął na nich starą korę martwego drzewa. Chwilę później z nieba uderzył w nich piorun podpalając drewno razem z ich ciałami. Ogień, pomimo deszczu, urósł duży a dym uniósł się do samego nieba.

Zapadła noc którą hieny, Rakszasa i Północni spędzili na świętowaniu, a małe lwiątka i Morren, na opłakiwaniu poległych, daleko od Czerwonej Skały, na Wrzosowiskach, w wydrążonym pniu martwego lecz nadal stojącego baobabu.

Wstał nowy dzień. Krwawy świt.
Ostatnio zmieniony 01 lut 2012, 21:56 przez Lazareth, łącznie zmieniany 1 raz.
avek by Laura-comics
ex favilla patria sacra

Awatar użytkownika
Shavire
Posty: 2099
Rejestracja: 01 sty 2011, 21:21
Lokalizacja: Przycmentarna Paryja xD

Re: Saga o Farmirze

Postautor: Shavire » 01 lut 2012, 15:43

Pochvala, pochvala!
Niezwykle dynamiczna to część, dużo się w niej dzieje, ku niepojętej uciesze mej. Tak, czegoś takiego właśnie potrzebowałam.
Mam ino jedno zastrzeżenie - błąd ortograficzny wdarł się w epicką treść tejże historii. Konkretyzując, chodzi mi o słowo 'rzadko'. Popraw, a będzie gitnie. ;D
Ciemna strona mocy jest potężna!

Obrazek

Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre

Awatar użytkownika
Lazareth
Posty: 1250
Rejestracja: 07 cze 2011, 16:20

Re: Saga o Farmirze

Postautor: Lazareth » 01 lut 2012, 22:53

Proszę wybaczyć ale 1. Mój wspaniały ojczulek skasował mi pierwotną część tej części
2. Nie miałem zbytnio weny na napisanie jej od nowa ; d



Część IV


"Czarna Przyszłość"


Morren żyła z królewskimi dziećmi z dala od Czerwonej Skały. Lwica dobrze się nimi opiekowała i dobrze uczyła życia. Podobało jej się to, wypełniało to niespełnione pragnienie macierzyństwa. Lwiątka szybko dorastały. Po miesiącach spędzonych w nowym domu wyrosły na silne, inteligentne i sprawne młode lwy zachowując przy tym cechy z dzieciństwa. Jedynie w Farmirze zaszła jakaś dziwna zmiana. Stał się bardziej milczący, podobnie jak Renna jednak nie przepadał aż tak za samotnością. Dużo czasu spędzał z siostrami i opiekunką. Z czasem kiedy oni dorastali, Morren starzała się. Wkrótce nie mogła już ścigać zwierzyny, nie tyle to ze starczej niemocy co z rany na przedniej łapie nabytej podczas walki na Czerwonej Skale która z czasem zaropiała i przestała się goić. Sprawiała lwicy dużo bólu więc polowaniami zajmowała się teraz Iriam, najbardziej żywa i najszybsza z całej czwórki. Renna patrolowała terytorium wokół baobabu wypatrując ewentualnych zagrożeń, już kilka razy przez okolicę przetaczały się oddziały hien szukające ich z polecenia Rakszasy. Farmir natomiast miał za zadanie po prostu bronić baobabu gdyby przyszło co do czego.

Przez cały ten czas Rakszasa rządziła Czerwoną Skałą. Zwierzęta którymi opiekowali się jej poprzednicy obchodziły ją tyle co jej martwy były mąż. Nie mając innych poddanych ponieważ całe stado zostało wyrżnięte podczas wojny, przeciągnęła na swoją stronę sporą część hien które pomagały jej podczas ataku znęcone obietnicami lepszego życia niż to które wiodłyby na Wschodnich Pustkowiach. Rakszasa rządziła twardą ręką, okrutnie i bezwzględnie karząc za najdrobniejsze przewinienia. Ona również jednak zaczęła się starzeć. Z czasem część jej obowiązków przejął Fulmar. Fulmar nie posiadający innego wzoru niż matka, nie mogąc wyodrębnić własnej osobowości rządził tak jak matka. A nawet jeszcze okrutniej chcąc się jej przypodobać.

Tymczasem na północy Stado Białych Kłów zaczęło tracić na znaczeniu. Stada które były mu podległe zaczęły się buntować, po bezpotomnej śmierci ostatniego króla wybuchły również wojny domowe. Niezależna wataha hien ze wschodu wyczuła swąd chylącego się do upadku olbrzyma, zaatakowała więc stado. Niestety, pod naporem wroga lwy zjednoczyły się, pokonały buntowników i hieny, i choć osłabione, stado ustabilizowało się.

Strach działa na dwa sposoby, może mobilizować i trzymać w ryzach, jeśli jednak nie wie się gdzie jest granica, strach może zrodzić wściekłość, a wściekłość - powstanie.

Tak było i w tym przypadku. Niewielka grupa podleglych królowej hien zaplanowała zamach. Udało się. Rakszasa została ciężko ranna, buntownicy nie otrzymali jednak pomocy pozostałych, wręcz przeciwnie, cała reszta stanęła po stronie Fulmara który pokonał rebeliantów i kazał stracić ich na miejscu. Rakszasa jednak zbyt mocno krwawiła, trafiona w tętnicę. Przekazawszy władzę synowi udała się w drogę do czeluści niebytu nie mogąc dostąpić zaszczytu aby zasiąść pomiędzy przodkami na nieboskłonie. Fulmar był wstrząśnięty nagłą stratą matki. Oszalał, wszędzie widział zdrajców gotowych go zabić. Sam rozkazał więc wymordować prawie połowę hien. Reszta nie miała odwagi stanąć na przekór jego szaleństwu.

Tymczasem w Baobabie stało się nieuniknione. Morren zachorowała i umarła. Rodzeństwo, nie wiedząc co ma począć, pogrzebało lwicę w płytkim dołku w pniu drzewa aby jakieś inne zwierzęta nie mogły rozszarpać ciała, i udało się w drogę na Zachód. Nie wiedzieli jednak w którym kierunku iść. Dotarli więc do rubieży terenów podległych Stadu Białych Kłów. Tam napotkali zniewolone przez ów stado inne, mniejsze klany. Lwy przyjęły podróżnych bardzo gościnnie. Opowiedzieli im swą historię o zniewoleniu przez Białe Kły i o wszystkich przykrościach jakich od nich doświadczyli. Rodzeństwo postanowiło im zaufać, i w rewanżu opowiedziało im swą historię.

Osłupione lwy nie wiedziały co powiedzieć, zaoferowały dom wśród siebie. Farmir, Iriam i Renna postanowiły zatrzymać się tam na jakiś czas po czym udać się w dalszą drogę.

Pierwszej nocy Farmir nie mógł zasnąć.

Śnił mu się ojciec. Powiedział mu że nie mogą uciekać od przeznaczenia. Że są na podatnym gruncie. Że dane im jest znów zamieszkać w rodzinnym domu. Falmar nakazał synowi zajrzeć w głąb siebie, a odkryje co ma uczynić.

Famir obudził się o świcie. Tak, wiedział co musi zrobić. Następnego dnia przedstawił przywódcy klanu plan, aby zbuntować się przeciwko Białym Kłom, a następnie pomaszerować na Czerwoną Skałę i osiedlić się tam. Wódz był pod wrażeniem, spodobał mu się plan, wyjawił jednak księciu że bunt już wybuchł i został stłumiony. Młodzieniec tylko uśmiechnął się, wyjaśnił że wtedy każde stadko działo na własną rękę, a teraz należy zebrać się razem i uderzyć puki Stado Białych Kłów nie jest na nic gotowe. Wódz wahał się, w końcu jednak chęć zdobycia wolności i zemsty wzięła górę. Zobowiązał się przekonać inne klany.

Farmir był szczęśliwy. Nareszcie spełni się jego marzenie o zemście za śmierć rodziców i odbiciu domu. Przyszłość nadal jednak była niepewna.
avek by Laura-comics
ex favilla patria sacra

Awatar użytkownika
Kora
Były członek forum
Posty: 1832
Rejestracja: 29 gru 2010, 21:24
Lokalizacja: Kisiel-land

Re: Saga o Farmirze

Postautor: Kora » 02 lut 2012, 18:32

Ooooch, Laz, nie wiedziałam, że masz taki pisarski talent. :D Jaram się tą Twoją sagą. : DD Te pałacowe intrygi, zdrady, wojny, władza.. mwah! x3 Postaci lwów upodobnionych do tych z powieści KL dobrze do tego pasują. ;D Czekam na c.d.n :la:
http://i55.tinypic.com/aorxgz.jpg Kora's rules! Again.... ;3
Avatar by Laura-comics ;3

Awatar użytkownika
Lazareth
Posty: 1250
Rejestracja: 07 cze 2011, 16:20

Re: Saga o Farmirze

Postautor: Lazareth » 08 lut 2012, 22:36

Dzięki Kor :> między innymi dzięki takim postom chce mi się pisać.

Część V

"Bunt"

Stary Vizigir, wódz stada w którym zatrzymało się rodzeństwo z Czerwonej Skały, wezwał innych przywódców na zebranie mające na celu rozpoczęcie wojny z Białymi Kłami. Klany zbierały się jednak opieszale. Farmir zdążył zaprzyjaźnić się ze starym Vizigirem, jego synem - Iorweth-em, oraz córką, Emreis. Właśnie z Emreis Farmir spędzał odtąd najwięcej czasu, czuł że na jej widok coś łaskocze go od środka, czuł że czuje coś do niej, że bardzo ją lubi, może nawet kocha... lwica zdawała się odwzajemniać uczucie księcia, była jednak zbyt nieśmiała i udawała że jest dla niej tylko przyjacielem. Cóż, szło jej to raczej kiepsko. Siostry Farmira spędzały czas z lwicami, zaprzyjaźniając się, rozmawiając, wybierając się wspólnie na polowania i pomagając w różnych sprawach życia codziennego. Dowiedziały się też że miejsce w którym się znajdują zwane jest Srebrnym Wąwozem. Rzeczywiście był to dużej wielkości wąwóz, ściany były strome, podziurawione wieloma jaskiniami i wysokie, na dnie płynęła niewielka rzeczka. Nazwa wąwozu wzięła się od jasnoszarych skał które podczas pełni przybierały srebrzystą barwę.

Tymczasem większość najważniejszych stad stawiła się już na wezwanie. Na naradę nie był zaproszony nikt z trójki rodzeństwa. Farmir jednak nie mógł się powstrzymać. Wszedł w środku obrad na środek jaskini w której się odbywały, i opowiedział zebranym tam wodzom o historii swojej ojczyzny, o nim i o swoich siostrach, dał im do zrozumienia, że wojna jest konieczna żeby uciskane dotąd przez Północnych stada odzyskały wolność, i że jeśli nie stanie się to teraz, to następna okazja może się już nie nadarzyć. Wodzowie byli zdumieni wystąpieniem młodzieńca, patrząc na niego nie widziało się już księcia bez państwa który musiał uciekać z domu aby przeżyć, widziano przywódcę. Emanowała od niego jasność i charyzma. Wodzowie przyznali rację Farmirowi. Przywództwo obrał stary Vizigir, następnego dnia wraz z grupą lwów starzec wyruszył na zachód aby przyśpieszyć marsz pozostałych plemion. Niestety, w drodze doń oddział został napadnięty przez Północnych którzy przeczuli zbliżającą się rebelię. Przywódca zginął, pozostali buntownicy widząc jego śmierć, zaczęli walczyć ze zdwojoną siłą, odparli atak dawnych panów którzy zaczęli uciekać na północ. Przeżyli, porzucili dalszy marsz na zachód, zabrali ciało zabitego Vizigira i ponieśli je z powrotem.

Po godnym króla pogrzebie, zebrała się kolejna rada aby obrać nowego przywódcę. Na wodza Vizigirskiego stada został wybrany Iorweth, zaś na wodza rebelii - Farmir.
Młody książę był jednocześnie szczęśliwy że obrał dowodzenie buntem, jak i smutny po śmierci Vizigira. Wracając do jaskini napotkał płaczącą Emreis. Nie wiedząc co robić podszedł do niej, pocieszył, otarł łzy. Lwica rzuciła mu się w ramiona nadal wstrząsana łkaniem. Oboje byli teraz pewni, że się kochają i tak już pozostanie.

Wkrótce nadeszły posiłki z zachodu. Farmir zostawił część wojsk w wraz z narzeczoną w Srebrnym Wąwozie, a z resztą armii wyruszył na północ aby zgnieść ciemiężycieli, zemścić się za śmierć Vizigira, rodziny i stada.

W tym samym czasie stado Białych Kłów znów zostało bez władcy który zginął zamordowany przez zdrajców. W stadzie ukształtowała się grupa której celem było położenie kresu niezorganizowaniu i sporom w stadzie i przywróceniu mu dawnej potęgi. To właśnie ta grupa wkrótce przejęła władzę w stadzie, wybrała na króla młodego księcia. Emhyra.
Emhyr miał śnieżnobiałe futro i srebrzystą grzywę, oraz przenikliwe, zimne, niebieskie oczy nie pasujące do tak młodego wieku. Szybko "parlament" stada zdał sobie sprawę ze swojego błędu.

Wraz z kilkoma oddanymi przyjaciółmi Emhyr wymordował swoich zwierzchników i stał się władcą absolutnym. Wszyscy w stadzie którzy byli zdolni do walki, niezależnie od wieku czy stanu zdrowia, zostali wcieleni do armii. Od razu młody król wyruszył wraz z nimi na południe aby zgnieść buntowników.

Farmir dzięki zwiadowcom Iorwetha dowiedział się że Emhyr idzie na niego z przewagą liczebną. Przywódca więc stanął ze wszystkimi swymi siłami w niewielkiej, wąskiej przełęczy. Wysłał też Iorwetha ze znaczną częścią wojowników aby przeszli naokoło przełęczy i skryli się za wzgórzami. Północni, nie zdając sobie sprawy z zasadzki, widząc tylko nieliczne oddziały wroga, zaatakowali Famira. Szarżę poprowadził sam Emhyr.

Pierwsze uderzenie zepchnęło obrońców do tyłu, wkrótce jednak zaczęli napierać na atakujących którzy nie mogli wykorzystać swej liczebności ze względu na rzeźbę terenu. Agresorzy nie dawali jednak za wygraną, walczyli dzielnie a im większe ponosili straty tym zacieklej walczyli. W tym momencie nie chcąc tracić żołnierzy Farmir dał sygnał do ataku dla Iorwetha który wybiegłszy zza wzgórza uderzył na Białe Kły od tyłu blokując im drogę ucieczki i zadając im wielkie straty.

Po długiej walce szeregi Północnych drastycznie stopniały. Wkrótce Emhyr pozostał sam z zaledwie kilkoma najsilniejszymi lwami. Ale i ich w końcu spotkała śmierć.

Tego dnia buntownicy odnieśli zwycięstwo i znieśli ostatnie siły które dzieliły ich od wolności. Pomaszerowali dalej na północ aby utrwalić zwycięstwo i przygotować się na kolejny atak.

Na Czerwoną Skałę.
avek by Laura-comics
ex favilla patria sacra

Awatar użytkownika
Mateso
Posty: 561
Rejestracja: 09 cze 2011, 15:47

Re: Saga o Farmirze

Postautor: Mateso » 12 lut 2012, 14:34

Jak wrócisz to wstaw wreszcie szóstą część ; d
Miziu miziu :la:

autor ava: http://darkfeather.deviantart.com/

Awatar użytkownika
Lorise
Posty: 302
Rejestracja: 29 gru 2010, 14:34

Re: Saga o Farmirze

Postautor: Lorise » 12 lut 2012, 15:09

No, no... :)
Moją opinię dotyczącą pierwszej części znasz - pisałam o niej na SLZ. Ale muszę przyznać, że ta opinia trochę się zmieniła po przeczytaniu kolejnych rozdziałów.
Po pierwsze pragnę rzecz (i powtórzę opinie moich przedmówców), że chociaż byłam świadoma twojego talentu, to nie wiedziałam, że jest tak duży. :)
Idzie ci coraz lepiej, żadne błędy nie rzucają mi się w oczy, interpunkcja też chyba okej, a fabuła świetna. :D
Naprawdę gratuluję i czekam oczywiście na kolejne części!
Av by Laura-comics.
"Va'esse deireádh aep eigean..."

"When they face death they're all alike
No right or wrong, rich or poor,
No matter who they served before,
Good or bad - they're all the same,
Rest side by side now."

~Sabaton

Awatar użytkownika
Lazareth
Posty: 1250
Rejestracja: 07 cze 2011, 16:20

Re: Saga o Farmirze

Postautor: Lazareth » 17 lut 2012, 22:51

Dzięki ^^ sam nie wiedziałem że umiem pisać, i że zasługuję na te pochwały ; d

Część VI

"Początek końca"


Emhyr nie żył, armia Północnych została wybita, w stadzie pozostali jedynie ci którzy nie byli zdatni do walki przed atakiem i nieliczni którzy powrócili z wygnań czy zwiadów. Wspólnie te niedobitki niegdyś tak wielkiego stada, teraz pokonane, upokorzone, nie mające nawet kogoś kto by nimi dowodził, zebrały się do ostatniego, rozpaczliwego zrywu. Wspólnie Białe Kły postanowiły spróbować z buntownikami negocjacji, a jeśli nic to nie da, zginąć w walce.

Tymczasem siły dowodzone przez Farmira i Iorwetha również zaczęły powoli topnieć. Część klanów uznała że Białe Kły po tak sromotnej porażce przestały już stanowić zagrożenie i że wywalczyły już sobie wolność więc udały się w drogę powrotną ku swoim ziemiom.
Farmirowi udało się jakoś opanować kryzys, większość walczących po jego stronie nadal pragnęła zemsty za krzywdy wyrządzone im przez północnych ciemiężycieli.
Wkrótce armia powstańców napotkała stado Białych Kłów. Nie była już to ta sama armia która zdobywała Czerwoną Skałę, była to zbieranina starców, kalek, niedorostków, chorych, dezerterów ale zarówno dorosłych, silnych lwów którzy wrócili z wygnania. Farmir nie wiedział co ma z nimi zrobić, mógł zarówno wyrżnąć wszystkich jak leci i raz na zawsze pozbyć się niebezpieczeństwa, mógł jednak zgodzić się na warunki Północnych którzy obiecywali odejść daleko stąd i nigdy nie wrócić. Farmir po namowie z Iorwethem postanowił zaufać wrogom. Pokój został zawarty, stado Białych Kłów zostało wysiedlone daleko, daleko na wschód skąd mieli już nigdy nie powrócić.

W tej samej chwili Fulmar coraz bardziej niepokoił się sytuacją na północy, pamiętał swojego przyrodniego brata. Obaj bez skrupułów rzuciliby się sobie do gardeł, Fulmar z wrodzonej i wpojonej przez matkę nienawiści do swojego niechcianego rodzeństwa, a Farmir z zemsty za wyrządzone mu i jemu bliskim krzywdy, za zniszczenie domu i zabicie rodziców. Władca Czerwonej Skały postanowił nie czekać, zebrał wierne sobie hieny i pomaszerował na południe pozostawiając na Skale jedynie niewielki garnizon kilku psowatych.

Celem Fulmara był Srebrny Wąwóz.

Farmir nie mógł już doczekać się wkroczenia na Czerwoną Skałę, nie mógł doczekać się spotkania z bratem, nie mógł doczekać się zemsty.
Jakież jednak było jego rozgoryczenie i wściekłość kiedy zastał tam jedynie kilka sztuk hien.

Po wypoczęciu Farmir jednak doszedł do siebie, poczuł że wrócił do domu, spełnił postawioną sobie w dzieciństwie obietnicę powrotu. Poczuł że jest panem tych ziem i taki jest porządek rzeczy. Nie cieszył się jednak długo tym uczuciem, wkrótce po przesłuchaniu jednej z hien okazało się że Fulmar maszeruje na Srebrny Wąwóz pozostawiony jedynie z symboliczną obroną. Było tam zaledwie kilka lwic, dużo rannych odwołanych z walk, starców nie mogących walczyć...a przede wszystkim co najbardziej ukuło Farmira, były tam jego siostry i Emreis...nie myśląc zbyt wiele nakazał wymarsz. Fulmar z każdą chwilą coraz bardziej zbliżał się do swego celu nie uprzedzonego o niczym, niegotowego na jakąkolwiek obronę.

Nadchodził dzień ostatecznego rozstrzygnięcia zwycięzcy tej wojny.

Dzień Bitwy o Srebrny Wąwóz.








Część VII

"Epilog"



Iriam i Renna siedziały na szczycie jednego z wzgórz w Srebrnym Wąwozie. Widziały nadchodzące hieny i Fulmara na ich czele. Wiedziały że jeśli ich brat szybko nie przybędzie, Wąwóz upadnie a wszyscy
broniący zginą. Hien było zbyt wiele a ci którzy nie wyruszyli z Farmirem zwyczajnie nie nadawali się
do walki. Siostry zgromadziły jedynie kilka lwic, reszta była zbyt młoda, zbyt stara lub okaleczona. Wiedząc ile dla Farmira znaczy Emreis starały się przekonać ją aby uciekła, ona jednak nie słuchała.

Emreis i siostry postanowiły zgromadzić wszystkie siły w jednej grocie w której głębi ukryta była reszta stada i zablokować sobą dostęp do nich hienom do czasu przybycia Farmira z posiłkami.

Fulmar był całkowicie pewien zwycięstwa. Nie opracowywując żadnej taktyki nakazał hienom atak z całą siłą na grotę w której broniły się lwice. Sam pozostał na niewielkim pagórku na środku wąwozu z kilkoma hienami. Lwice stały w wąskim gardle jaskini w zwartym szeregu dotykając się bokami, nie pozwolą przejść przez siebie żadnej hienie. Prędzej same zginą. Psowate nie odważyły się od razu zaatakować, stały u wejścia węsząc, w końcu bojąc się gniewu Fulmara rzuciły się wszystkie do środka myśląc że szybko przełamią szeregi kotów. Lwice nie bały się, czekały, i doczekały się. Hieny niczym fala rozbiły się o ich linię, kły i pazury bezlitośnie cięły psowate, te które dobiegły pierwsze zginęły na miejscu, następne skowycząc padały kolejno w kałuże zbiorowej krwi, próbując odczołgać się od zbliżającej się śmierci, zostały tratowane przez swych żywych jeszcze towarzyszy. Wkrótce jednak lwice zaczęły opadać ze zmęczenia, niektóre padały pod naporem wroga. Renna, Iriam i Emreis walczyły najzacieklej, po jakimś czasie z martwych hien powstał szaro-brunatno-czerwony dywan zalegający całe wejście do groty. Hieny zaczęły się wycofywać. Fulmar widząc to dołączył do nich, roztrącając je powoli doszedł do lwic. Na jego pysku zagościł dziwny uśmiech, za jego grzbietem hieny utworzyły klin czekając na ruch wodza. Ten skoczył na Rennę stojącą po środku linii, hieny za nim korzystając z luki obezwładniły resztę lwic które starły się z nimi w serii pojedynków walcząc o życie, nie tylko swoje ale również innych. Fulmar wbił pazury obu łap w szyję Renny, ta rewanżując się, dwoma silnymi ruchami łap oddzieliła sporą część skóry i mięsa od przednich kończyn lwa, po czym wbiła pazury głęboko w jego boki. Fulmar zasyczał, szybko jednak syk bólu przerodził się w oszalały rechot. Pazurami przycisnął lwicę do ziemi, krew z jej szyi wypłynęła niewielką fontanną obryzgując pysk Fulmara. Iriam walcząca obok z dwoma hienami, widząc ranę jaką zadał lew jej siostrze, rzuciła się jej w sukurs. Odpędziła od siebie psowate i runęła na przyrodniego brata spychając go z siostry. Iriam zawarczała groźnie stając między nim a swoją siostrą. Fulmar stanął znów na cztery łapy i spojrzał na nią swoim oszalałym wzrokiem prezentując jednocześnie czerwone od krwi kły. Zaśmiał się. Odskoczył od nich i szybko znalazł się na powrót u wylotu jaskini. Fala hien zalała lwice. Lew napawając się krzykami bólu swoich wrogów wyszedł przed jaskinie.

Iriam złapała siostrę i odciągnęła ją od walczących, smuga krwi oznaczyła drogę którą lwica ciągnęła Rennę. Rana na jej szyi była bardzo poważna, lwica z każdą chwilą traciła mnóstwo krwi, była jednak spokojna...jak zawsze. Dyszała ciężko. W oczach Iriam pojawiły się łzy. Dało się słyszeć ciche, wyszeptane słowa: "Siostrzyczko....nie...nie odchodź...proszę...błagam, nie odchodź..." Renna w odpowiedzi uśmiechnęła się lekko...jej oczy zamknęły się, na wieki. Iriam zacisnęła kły, łzy popłynęły po jej pyszczku. Z dzikim rykiem, nie otwierając oczu runęła na hieny rozrywając te które były najbliżej na strzępy. Było ich jednak zbyt wiele, dwie rzuciły się lwicy do szyi, jedna zacisnęła szczęki na jej brzuchu, inna wgryzła się w jej tylną łapę. Lwica krzyknęła desperacko próbując odgonić wrogów z siebie. Emreis, ubroczona krwią ruszyła jej na pomoc. Dwoma szybkimi cięciami pazurów pozbawiła życia dwie hieny, pozostałe uciekły. Iriam podniosła się z pomocą Emreis, rany nie były tak poważne...oprócz tej na tylnej łapie, kość była złamana, dużej część mięśni została odgryziona. Lwica straciła w niej czucie. Udało jej się jednak wstać. Dysząc spojrzała na przód. Przy życiu pozostały tylko one, i jeszcze dwie lwice, przed nimi szczerząc kły stało około dwudziestu hien blokujących wyjście. "To już koniec..." przemknęło lwicy przez myśli. Kiedy jednak ostatnim obrończyniom zdawało się już że nie ma nadziei, z zewnątrz dał się słyszeć ryk znajomego lwa...

Farmir stał na niewielkiej skale, obok stał Iorweth, wąwóz był otoczony przez jego żołnierzy. Fulmar nadal siedział na dnie ze swoją świtą. Teraz zamiast oszalałego wzroku pełnego pogardy i żądzy mordu, widać było w jego oczach wściekłość...i coś na kształt strachu. W oczach Farmira zaś, widać było tylko wściekłość. On i jego żołnierze zbiegli z dzikim rykiem wypełniającym cały wąwóz na jego dno. Fulmar i jego straż przyboczna byli otoczeni. Farmir wystąpił na przód, wyzwał swego przyrodniego brata na pojedynek. Lew przyjął wyzwanie sądząc że szybko zabije tego młokosa. Hieny i lwy utworzyli krąg wokół walczących. Bracia stanęli naprzeciw sobie. Fulmar rzucił się z rykiem na Famira, ten uchylił się i rąbnął go na odlew łapą w pysk. Krew spłynęła na skalistą ziemię. Ranny lew upadł wznosząc w górę tumany kurzu. Zakaszlał, wstał. Jego pysk ozdabiała teraz wielka, szkarłatna szrama. Wściekły zadaną mu raną ponownie runął na Farmira ten również nie opanował zalegającej od dzieciństwa żądzy zemsty. Lwy starły się w śmiertelnym uścisku. Farmir zadawał szybkie, silne ciosy w szyję i pysk przeciwnika, on zaś cały czas trzymał pazury wbite w ramiona młodszego lwa. Wkrótce oczy Fulmara zalała krew, a on sam upadł na ziemię, ostatnim, desperackim ruchem, wytężając wszystkie siły skoczył na brata, Farmir skoczył mu na spotkanie, ciosem prawej łapy ciął go w szczękę rozcinając wargę i policzek, pazury lewej łapy wbiły się w brzuch Fulmara który nie dosięgając nawet wroga pazurami opadł na niego. Wyksztusił jeszcze słowa: "Litości....oszczędź...błagam..." Farmir na te słowa opanował szał, wyciągnął pazury z brzucha brata który opadł ponownie na ziemie. Z jego brzucha w chwili zderzenia ze skałami wybryzgnęła ogromna ilość rubinowej krwi. Obraz zaczął się zamazywać. Widział już tylko jak Farmir stoi przed swoimi towarzyszami dysząc. Hieny uciekają z podkulonymi ogonami, nie mają zamiaru umierać za swego pokonanego władcę. Farmir stał do niego plecami, lew korzystając z tego że nikt nie zwraca na niego uwagi podczołgał się do brat i wbił mu pazury w grzbiet. Żołnierze Farmira natychmiast dopadli go i uważając aby nie skonał po drodze, zanieśli na najwyższy szczyt w Wąwozie, po czym strącili go w odchłań. Fulmar roztrzaskał się o ostre skały a jego truchło rozszarpały sępy. Taki był koniec Fulmara. Syna Falmara i Rakszasy, syna który walnie przyczynił się do morderstwa ojca. Syna który zdradził własną rodzinę i stado.

Tymczasem lwy ponieśli Farmira do jaskini w której była Iriam i Emreis oraz reszta stada. Zapłakane lwice rzuciły się w ramiona Farmira. Cała trójka zebrała się przy ciele Renny i opłakiwali jej śmierć. A wraz z nimi wszyscy pozostali, Iorweth, wszystkie lwy i lwice pozostałe przy Famirze, ci których Renna broniła podczas ataku Fulmara. Wszyscy żegnali lwicę i wszystkich poległych podczas tej walki. Zdawać by się mogło że sami przodkowie rozpaczają, zesłali bowiem deszcz na zmęczoną, zachodnią ziemię. Wieczorem, kiedy przestało padać za pomocą płonącej gałęzi i stosu usypanego z suchych patyków i kamieni spalono ciało Renny aby mogła odejść do przodków, do rodziców.

Po żałobie wyprawiono ucztę upamiętniającą zwycięstwo nad Białymi Kłami i Fulmarem, wyswobodzenie stad zachodu i Czerwonej Skały. Iorweth został przywódcą kilku zachodnich stad które podczas wojny straciły wodzów, i złączył je w jeden Klan Srebrnego Wąwozu, mocno zaprzyjaźniony ze Stadem Czerwonej Skały, którym odtąd rządził Farmir. Po uczcie Iriam, Farmir i Emreis oraz kilka lwów i lwic które postanowiły zamieszkać wraz z nimi, wyruszyło na Czerwoną Skałę.

Farmir i Emreis wzięli ślub, rządzili razem Czerwoną Skałą a ich rządy zostały zapamiętane jako jedne z najlepszych. Farmir zadbał o bezpieczeństwo kraju, jedyne wojny jakie prowadził wybuchały na wschodniej granicy gdzie co liczniejsze watahy hien ponownie próbowały odzyskać dostatnie życie jakie wiodły za panowanie Fulmara. Famir i Emreis mieli wiele dzieci, panowali jeszcze długo dbając o swoją rodzinę i poddanych. A co działo się potem? To już inna historia.

Koniec
avek by Laura-comics
ex favilla patria sacra

Awatar użytkownika
Mateso
Posty: 561
Rejestracja: 09 cze 2011, 15:47

Re: Saga o Farmirze

Postautor: Mateso » 04 mar 2012, 14:24

No przyznam że śmierci tamtej się nie spodziewałem... mam nadzieję że będziesz jeszcze pisać? W sensie że następne opowiadania.
Miziu miziu :la:

autor ava: http://darkfeather.deviantart.com/


Wróć do „Opowiadania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości