Caaaam, nie obrażaj się. *Otarł się o jej policzek.* Nigdy nie chciałbym twojego zawału. *Zamyślił się.* Ale jednak zależy ci trochę na mnie. Przepraszam, nie będę cię już straszył.
*Zaśmiał się.* A czy mówiłem coś że będziesz mnie bronić...? Przyjmę karę jakakolwiek by ona nie była. *Spojrzał na księżyc, zaczął przeżywać długie źdźbło trawy.*
*Lew uśmiechnął się do siebie i przytulił lwicę głaszcząc ją po grzywce.* Nie martw się...nie skażą. Nie zostawię cię. Może jesteś czasem trochę złośliwa, ale kocham cię, wiesz?