
Rozdział 7
Ciemna sylwetka Chumviego przemieszczała się wzdłuż wysuszonego koryta rzeki. Świeciły się jedynie jego ślepia, którymi bacznie rejestrował nawet najmniejszy ruch. Niebo skryło za gęstą barykadą chmur, przez co ta noc była jeszcze ciemniejsza i wręcz nie było widać krajobrazu. Lew usiadł na suchej ziemi. Mimo ciemności mógł dojrzeć zarys Lwiej Skały, dawno niebędącej tak blisko niego. Wtem usłyszał z boku szelest. Odwrócił się błyskawiczne i warknął, ukazując kły.
- Cicho! – warknął twardy głos należący z pewnością do lwicy. – To ja..
W mroku zalśniły rdzawe tęczówki i po chwili wyszła z niego ciemnokremowa lwica o stalowym spojrzeniu i takiego samego rodzaju urodzie. Na jej czole widniał ciemniejszy pas, który ciągnął się aż po łopatki. Kamienny wyraz oblicza nie wyrażał żadnych uczuć, tylko w oczach kryło się coś.. niepokojącego. Tak właśnie czuł się Chumvi – niespokojnie. Zira fascynowała go swoją wrodzoną władczością i ciągłą skrytością, lecz wzbudzała w nim delikatny lęk. Była niezwykła. Tymczasem ona uśmiechnęła się lekko, uśmiechem pozbawionym radości. Przybliżyła się do niego.
- A więc przybyłeś tak ja cię prosiłam…
Raczej zażądałaś, pomyślał Chumvi, lecz odgonił myśli.
- Tak. Co mogę dla ciebie zrobić królowo..?
Zira skrzywiła się w dziwnym grymasie. Rozbawienia pomieszanego z obawą.
- Mój drogi mam dla ciebie pewną.. propozycję – rzekła miłym tonem. – Czy nie zechciałbyś zostać moimm partnerem?
Chumvi zakrztusił się. Nigdy by nie pomyślał, że o to poprosiłaby go królowa, nawet, jeśli był w niej nieco zadurzony.
- Ja.. To znaczy.. Królowo.. Skąd.. Jak… - bełkotał. Zira uśmiechnęła się lekko, nie zdziwiona reakcją ciemnogrzywego.
- Jeszcze zanim Skaza wypędził was na peryferia Lwiej Ziemi robiłeś na mnie wrażenie, Chumvi – szepnęła. – Nie byłam wtedy tego świadoma, gdyż całym sercem kochałam swego małżonka, lecz teraz… Nie jestem zadowolona z małżeństwa i odkryłam to, co do ciebie czuję. – Spojrzała na Chumviego. Oszołomiony lew oddychał wolno.
- Ja nie jestem pewien.. – mruknął.
- Jesteś – przerwała mu Zira. – Nie przyznajesz się do tego, ale tylko ja cię obchodzę, prawda? – Na jej pysku znów zagościł uśmiech, po czym położyła swoją łapę na łapie Chumviego. On zaś uświadomił sobie to wtedy.
- Tak – szepnął. – To prawda.
Spojrzał głęboko w rdzawe oczy Ziry, w których zabłyszczał triumf.




![Kwadratowy ;]](./images/smilies/splash.gif)

Oj ciekawe czy Skaza się dowie
Gdyby ktoś czegoś zapomniał proszę zerknąć do poprzedniego rozdziału. 

Muszę go jeszcze tylko napisać.
//
xD