Nad Tytułem Jeszcze Myślę - roboczo "Szkarłat Krwi"
: 01 lip 2013, 10:40
Prolog.
Roderyk wszedł do karczmy roztwierając drzwi uderzeniem opancerzonej rękawicy. Wszyscy w środku spojręli na niego gniewnie jako na zakłucacza karczemnego spokoju, natychmiast jednak spuścili wzrok na swe misy, kufle i stoły. Przed nimi, w drzwiach stał bowiem nie kto inny jak Roderyk ze Szkarłatnego Wzgórza. Osławiony w całym Easternie z wielu powodów. Nosił na sobie ciężki pancerz z wilczym futrem, na plecach groźnie pobłyskiwał wielki półtorak. Dobrze widoczny był też ciemny płaszcz i szeroki, rycerski pas. Jego twarz była jednak początkowo skrtya pod kapturem, dopiero po chwili odsłonił ją. Blade światło pochmurnego dnia wpadło przez błony w oknach. Rycerz miał czarną, nie ścinaną od dawna brodę, dłuższe tegoż samego koloru włosy oraz bladą, wysmaganą od zimnych wiatrów twarz i przenikliwe, zimne spojrzenie bladoniebieskich oczu. Liczył nieco ponad dwadzieścia wiosen jednak jego wygląd mógł nasuwać więcej. Powoli podszedł do karczmarza. Gwar przy stolikach zaczął powoli powracać, nie licząc jednego. Siedziało przy nim dwóch jegomościów. Jeden z nich na widok rycerza narzucił na siebie zgniłozielony płaszcz z kapturem, drugi zaś, noszący lekki, ćwiekowany pancerz a u pasa zaś lekki pałasz popularny raczej na południu Królestwa w odległym Deleweith. Uzbrojony mężyczyzna siedział całkowicie nieruchomo, miał nieco ponad 40 lat i jego włosy i zarost pokryte były już nieco siwizną. Na pozór spokojnie wpatrywał się w ośnieżoną równinę za oknem, wkrótce na jego twarzy pojawiły się pierwsze krople potu. Roderyk chrapliwym szeptem wymienił kilka słów z karczmarzem, po czym ten drugi wskazał spojrzeniem stolik wspomnianych, zaniepokojonych ludzi. Rycerz pociągnął potężny łyk podanego przez karczmarza piwa i ruszył powoli w kierunku tegoż stolika. Zatrzymał siętuż za uzbrojonym jegomośćiem.
- Żądło ? Sterren z Oltery zwany "Żądłem" ? - spytał stanowczo Roderyk.
- A kto pyta ? - Odpowiedział cicho Sterren.
Kilka osób...właściwie cała karczma spojrzała teraz na wywołanego. Żądło był poszukiwany listami gończymi w całym Deleweith i Eastern za liczne bójki, kradzieże, gwałty i uczestniczenie w zbrojnych najazdach mniejszej szlachty. Dodatkowo oskarżony został prywatnie za liczne morderstwa dokonane jakoby podczas pojedynków, znany był jako jeden z najlepszych szermierzy, i z pewnością najlepszy który nie pobierał nauk.
W odpowiedzi na słowa bandyty Roderyk wbił w stół szeroki, myśliwski nóż. W odbiciu jego zakrzywionego ostrza ukazała się twarz Sterrena i ponurego rycerza za nim. Bandyta przełknął ślinę, niespodziewanie w przeciągu sekundy wstał wywracając krzesło i wydobywając miecz z jaszczura jednocześnie uskakując na sąsiednią ławę aby zyskać miejsce do obrony. Natychmiast z dzikim krzykiem zadał pierwszy cios - cięcie na odlew od lewej do prawej. Za wolno. Roderyk z łatwością odbił uderzenie swoim półtorakiem, nikt nie wiedział nawet kiedy wyjął tak wielką broń z pochwy na plecach w tak krótkim czasie. Sam ten fakt wytrącił Sterrena z równowagi, a co dopiero siła napotkanej przez niego zastawy. Aby nie upaść zrobił wykrok szermierczy, ostrze odbiło się jednak od pancerza Roderyka, który w tym czasie wyprowadzał już mordercze pchnięcie w brzuch oponenta. W tym samym momencie zakapturzona postać siedząca, a właściwie sparaliżowana obok zdecydowała się ruszyć Żądłu na pomoc, wyjęła zza pasa sztylet i dźgnęła rycerza w bok, widać było jednak że nie zna się na tym. Zbroja z łatwością wręcz wytrzymała uderzenie, uratować Sterrena mogła już tylko zręczna zastawa przed uderzeniem półtoraka, złożona jednak zbyt pośpiesznie nie zdołała zatrzymać miecza Roderyka, klinga zamiast zatrzymać się, ześlizgnęła po pałaszu bandyty zmieniając tym samym kierunek uderzenia i zatopiła się do połowy w jego ciele, przebijajac prawie na wylot. Rycerz zaklął, widocznie nie chciał go zabić. Kopniakiem uwolnił ksztuszącego się krwią Sterrena, jego ciało padło głucho na ławę brocząc obficie szkarłatną cieczą. W tym czasie jego żyjący jeszcze towarzysz, nadal próbował ugodzić Roderyka, pancerz jednak wytrzymywał każde pchnięcie, rycerz nawet nie silił się na parowanie, jakby od niechcenia machnął mieczem płasko, na odlew odrąbując rękę napastnikowi. Ten zakrzyknął nieludzko z bólu łapiąc się za krwawiący kikut. Rycerz nie chciał czekać aż sam to zrobi więc trzasnął go rękojeścią miecza w głowę doprowadzając do utraty przytomności.
Całemu zajśćiu, bladzi przyglądali się okoliczni wieśniacy i podróżnicy. Oniemieli, w osłupieniu przyglądając się trupowi i odrąbanej kończynie drugiego bandyty. Jedyny rozsądny okazał się karczmarz szykując już kubły z wodą. Roderyk w tym czasie zebrał wbity przez siebie wcześniej w stół nóż i pochylił się nad Sterrenem. Odciąć mu głowę tak przy wszystkich...to chyba dla nich za dużo wrażeń jak na jeden dzień, zamiast tego odciął trupowi ucho wraz z dwoma kolczykami, jako dowód. Wstając z westchnieniem spojrzał na nieprzytomnego watażkę, związał go wiszącą na pobliskim haku liną i spojrzał jeszcze na karczmarza.
- Przepraszam za bałagan. - Tu rzucił mężczyźnie złotą monetę znalezioną przy Żądle. - Kolejka dla wszystkich...no, niech będą dwie. - Dodał widząc nadal osłupiałe sylwetki bywalców oberży. Zarzucając nieprzytomnego sobie na ramię wyszedł z karczmy. Wiał zimny, wschodni, górski wiatr. Wokół bielał śnieg. Haron stał nieopodal nieprzywiązany do niczego. Był mąrym wierzchowcem, zarżał cicho na widok swego pana i...zdobyczy. Roderyk przerzucił watażkę przez grzbieg konia po czym chwycił wodze. Haron był wiernym i silnym koniem, ale nie lubił go zbyt przeciążać czy męczyć. Bądź co bądź towarzyszył mu aż od wygnania z domu na Szkarłatnym Wzgórzu i śmierci rodziny. Był jego przyjacielem. Jednym z niewielu. Rycerz popatrzył na zachód, w kierunku góry Hyard. Tam musi się teraz udać.
Roderyk wszedł do karczmy roztwierając drzwi uderzeniem opancerzonej rękawicy. Wszyscy w środku spojręli na niego gniewnie jako na zakłucacza karczemnego spokoju, natychmiast jednak spuścili wzrok na swe misy, kufle i stoły. Przed nimi, w drzwiach stał bowiem nie kto inny jak Roderyk ze Szkarłatnego Wzgórza. Osławiony w całym Easternie z wielu powodów. Nosił na sobie ciężki pancerz z wilczym futrem, na plecach groźnie pobłyskiwał wielki półtorak. Dobrze widoczny był też ciemny płaszcz i szeroki, rycerski pas. Jego twarz była jednak początkowo skrtya pod kapturem, dopiero po chwili odsłonił ją. Blade światło pochmurnego dnia wpadło przez błony w oknach. Rycerz miał czarną, nie ścinaną od dawna brodę, dłuższe tegoż samego koloru włosy oraz bladą, wysmaganą od zimnych wiatrów twarz i przenikliwe, zimne spojrzenie bladoniebieskich oczu. Liczył nieco ponad dwadzieścia wiosen jednak jego wygląd mógł nasuwać więcej. Powoli podszedł do karczmarza. Gwar przy stolikach zaczął powoli powracać, nie licząc jednego. Siedziało przy nim dwóch jegomościów. Jeden z nich na widok rycerza narzucił na siebie zgniłozielony płaszcz z kapturem, drugi zaś, noszący lekki, ćwiekowany pancerz a u pasa zaś lekki pałasz popularny raczej na południu Królestwa w odległym Deleweith. Uzbrojony mężyczyzna siedział całkowicie nieruchomo, miał nieco ponad 40 lat i jego włosy i zarost pokryte były już nieco siwizną. Na pozór spokojnie wpatrywał się w ośnieżoną równinę za oknem, wkrótce na jego twarzy pojawiły się pierwsze krople potu. Roderyk chrapliwym szeptem wymienił kilka słów z karczmarzem, po czym ten drugi wskazał spojrzeniem stolik wspomnianych, zaniepokojonych ludzi. Rycerz pociągnął potężny łyk podanego przez karczmarza piwa i ruszył powoli w kierunku tegoż stolika. Zatrzymał siętuż za uzbrojonym jegomośćiem.
- Żądło ? Sterren z Oltery zwany "Żądłem" ? - spytał stanowczo Roderyk.
- A kto pyta ? - Odpowiedział cicho Sterren.
Kilka osób...właściwie cała karczma spojrzała teraz na wywołanego. Żądło był poszukiwany listami gończymi w całym Deleweith i Eastern za liczne bójki, kradzieże, gwałty i uczestniczenie w zbrojnych najazdach mniejszej szlachty. Dodatkowo oskarżony został prywatnie za liczne morderstwa dokonane jakoby podczas pojedynków, znany był jako jeden z najlepszych szermierzy, i z pewnością najlepszy który nie pobierał nauk.
W odpowiedzi na słowa bandyty Roderyk wbił w stół szeroki, myśliwski nóż. W odbiciu jego zakrzywionego ostrza ukazała się twarz Sterrena i ponurego rycerza za nim. Bandyta przełknął ślinę, niespodziewanie w przeciągu sekundy wstał wywracając krzesło i wydobywając miecz z jaszczura jednocześnie uskakując na sąsiednią ławę aby zyskać miejsce do obrony. Natychmiast z dzikim krzykiem zadał pierwszy cios - cięcie na odlew od lewej do prawej. Za wolno. Roderyk z łatwością odbił uderzenie swoim półtorakiem, nikt nie wiedział nawet kiedy wyjął tak wielką broń z pochwy na plecach w tak krótkim czasie. Sam ten fakt wytrącił Sterrena z równowagi, a co dopiero siła napotkanej przez niego zastawy. Aby nie upaść zrobił wykrok szermierczy, ostrze odbiło się jednak od pancerza Roderyka, który w tym czasie wyprowadzał już mordercze pchnięcie w brzuch oponenta. W tym samym momencie zakapturzona postać siedząca, a właściwie sparaliżowana obok zdecydowała się ruszyć Żądłu na pomoc, wyjęła zza pasa sztylet i dźgnęła rycerza w bok, widać było jednak że nie zna się na tym. Zbroja z łatwością wręcz wytrzymała uderzenie, uratować Sterrena mogła już tylko zręczna zastawa przed uderzeniem półtoraka, złożona jednak zbyt pośpiesznie nie zdołała zatrzymać miecza Roderyka, klinga zamiast zatrzymać się, ześlizgnęła po pałaszu bandyty zmieniając tym samym kierunek uderzenia i zatopiła się do połowy w jego ciele, przebijajac prawie na wylot. Rycerz zaklął, widocznie nie chciał go zabić. Kopniakiem uwolnił ksztuszącego się krwią Sterrena, jego ciało padło głucho na ławę brocząc obficie szkarłatną cieczą. W tym czasie jego żyjący jeszcze towarzysz, nadal próbował ugodzić Roderyka, pancerz jednak wytrzymywał każde pchnięcie, rycerz nawet nie silił się na parowanie, jakby od niechcenia machnął mieczem płasko, na odlew odrąbując rękę napastnikowi. Ten zakrzyknął nieludzko z bólu łapiąc się za krwawiący kikut. Rycerz nie chciał czekać aż sam to zrobi więc trzasnął go rękojeścią miecza w głowę doprowadzając do utraty przytomności.
Całemu zajśćiu, bladzi przyglądali się okoliczni wieśniacy i podróżnicy. Oniemieli, w osłupieniu przyglądając się trupowi i odrąbanej kończynie drugiego bandyty. Jedyny rozsądny okazał się karczmarz szykując już kubły z wodą. Roderyk w tym czasie zebrał wbity przez siebie wcześniej w stół nóż i pochylił się nad Sterrenem. Odciąć mu głowę tak przy wszystkich...to chyba dla nich za dużo wrażeń jak na jeden dzień, zamiast tego odciął trupowi ucho wraz z dwoma kolczykami, jako dowód. Wstając z westchnieniem spojrzał na nieprzytomnego watażkę, związał go wiszącą na pobliskim haku liną i spojrzał jeszcze na karczmarza.
- Przepraszam za bałagan. - Tu rzucił mężczyźnie złotą monetę znalezioną przy Żądle. - Kolejka dla wszystkich...no, niech będą dwie. - Dodał widząc nadal osłupiałe sylwetki bywalców oberży. Zarzucając nieprzytomnego sobie na ramię wyszedł z karczmy. Wiał zimny, wschodni, górski wiatr. Wokół bielał śnieg. Haron stał nieopodal nieprzywiązany do niczego. Był mąrym wierzchowcem, zarżał cicho na widok swego pana i...zdobyczy. Roderyk przerzucił watażkę przez grzbieg konia po czym chwycił wodze. Haron był wiernym i silnym koniem, ale nie lubił go zbyt przeciążać czy męczyć. Bądź co bądź towarzyszył mu aż od wygnania z domu na Szkarłatnym Wzgórzu i śmierci rodziny. Był jego przyjacielem. Jednym z niewielu. Rycerz popatrzył na zachód, w kierunku góry Hyard. Tam musi się teraz udać.

