Mchanga - άμμος - Harena - Piasek
: 19 lip 2012, 14:38
Zapewne nie spodziewacie się kolejnej epickiej opowieści z mojej strony, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać.
Jest to opowieść jednoczęściowa, ba, opowiadanie.
Natchnęło mnie rano i, mając pod ręką laptop, napisałam coś, co mażna nazwać Mchanga, Harena czy άμμος - Piasek.
Ombre wpatrywał się w lwicę leżącą obok czwórki młodych lwiątek.
Sarai urodziła kila minut temu.
Ombre spodziewał się jednego, dwóch lwiątek.
Widocznie los chciał inaczej.
Dwoje samców i dwie samiczki - jak powiedziała jego żona.
Dwa czarne, jeden biały i jeden płowy - te pierwsze odziedziczyły sierść po matce Ombre - Shavire, niezwykle mądrej i silnej lwicy.
Ombre postanowił że biały samiec, który jako jedyny odziedziczył sierść po ojcu, zostanie nazwany Changa, od słowa mchanga, oznaczającego piasek w języku lwów pustyni.
Po chwili lwica obudziła się i spojrzała z uśmiechem na lwa.
- Myślę, że ten czarny samiec powinien mieć na imię Agnach.
- A ja myślę, że ten biały samiec powinien zostać nazwany Changa.
Lwica spojrzała na męża z uśmiechem i polizała lwiątka z czułością.
- Ta czarna samica będzie mieć na imię Erifasi - powiedziała lwica tonem nie znoszącym sprzeciwu, na co lew uśmiechnął się promiennie.
- Wiesz, może ta płowa będzie miała na imię Safire … - zamyślił się ojciec lwiątek i polizał każde z małych lwiątek, leżących w łapach matki.
- Tak - zgodziła się Sarai i westchnęła, po czym przymknęła oczy.
***
Changa wybiegł z jaskini i spojrzał na zachodzące słońce.
- Tato, tato, chodź szybko !!!
Ombre westchnął. Mimo, że żona i dzieci były jego całym światem, czuł się zmęczony tą odpowiedzialnością i samą świadomością, że jest ojcem.
Biały lew wstał i podszedł do syna, którego przytulił, po czym mrukną z zadowoleniem.
- Changa, idź do mamy, czas spać - oznajmił lew z zadowoleniem, chwytając delikatne syna na karku i wnosząc do jaskini, gdzie czekała Sarai i pozostałe lwiątka z kilkoma myszkami, które w ciągu sześciu minut zostały skonsumowane przez rodzinę.
***
Agnach otworzył oczy i ziewnął, przeciągając się.
Pozostałe lwiątka biegały w suchej trawie, śmiejąc się głośno.
Czarny samiec wstał i, mruknąwszy z zadowoleniem, podszedł do rodzeństwa.
Dopiero po chwili zorientował się, że oprócz trzech znanych mu lwiątek, bawią się jeszcze dwie płowe samiczki o zielonych oczach, prawdopodobnie córki Nihae.
Nihae była płową lwicą, najlepszą przyjaciółką Sarai.
Oprócz Nihae, Ombre, Sarai i lwiątek w stadzie było również pięć samic i trzy lwy.
W każdym razie czarny samiec uśmiechnął się do jednej z samiczek.
- Cześć, jestem Irusu, a to moja siostra, Uzuri.
- Ja jestem Agnach … - powiedział nieśmiało samiec.
- Bawisz się z nami ? - zapytała Erifasi.
- Nie, wolę posiedzieć w cieniu.
- Och przestań, wkrótce będzie za gorąco, żeby się bawić ! - zawołała Irusu, śmiejąc się.
- No dobrze - powiedział samiec, patrząc lwiczce w oczy.
Irusu rzuciła się na niego, śmiejąc się melodyjnym głosem.
- Berek ! - zawołała, odskakując.
Samiec westchnął.
Zapowiadał się ciężki poranek.
***
Safire schowała się za niewielkim, suchym drzewem.
Od kilku minut, lwiątka bawiły się w chowanego.
Szukał oczywiście Agnach - najspokojniejszy z całej szóstki samiec, który zawsze miał problemy ze znalezieniem przyjaciół podczas tej ekscytującej zabawy.
Po kilku minutach rozległ się rozdrażniony głos samca.
- Och, jak zwykle nie mogę was znaleźć …
Safire zachichotała mimowolnie.
Agnach przeszedł obok niej.
W pierwszej chwili jej nie zauważył, po chwili jednak zawołał :
- Ha, widzę cię, Safire !!!
Płowa samica wyszła z kryjówki i spojrzała z rozbawieniem na brata.
- Szukaj pozostałych, braciszku.
Agnach zbladł.
***
Erifasi wyszła z kryjówki jakieś pół godziny później.
Agnach znalazł wszystkich oprócz niej.
Czarna samica podeszła bliżej.
- Och, Agnach, jak zwykle nikogo nie znalazłeś - szydziła z brata.
- Przestań ! - zawołała Irusu, patrząc na nią gniewnie zielonymi oczami.
- Nie możesz mi niczego zabronić, słońce moje. A on - powiedziała wskazując na czarnego samca. - przynosi wstyd naszemu rodowi.
- Wcale nie ! - krzyknął Changa, stając przed siostrą.
Czarna samica uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Widocznie jako jedyna odziedziczyłam cechy mej mądrej i potężnej babki, Shavire wielkiej, królowej wojny i wspaniałej przywódczyni lwów wygnanych z raju, a nie tych głupich lwiach pustyni.
- Erifasi, masz szlaban ! - zawołał głos, a Erifasi ujrzała swojego ojca, łypiącego na nią błękitnymi ślepiami spod przymrużonych powiek.
Ogon opadł młodej samicy, gdy ojciec kazał jej wrócić do jaskini.
- Wyjdziesz dopiero jutro - zawołał gniewnie ojciec i poszedł do swojej żony, która rozmawiała z innymi samicami.
***
Ombre westchnął i rozejrzał się.
Piątka lwiątek leżała w cieniu, rozmawiając cicho.
Cztery lwice polowały.
Po chwili samice pojawiły się, trzymając w pyskach dwa fenki, stepówki i trzy gryzonie, w tym szczuroskoczka, myszoskoczka i ryjkonosa.
Ombre uśmiechnął się i podszedł do Sarai, która podarowała pięciu lwiątkom stepówkę.
Samce i samice zjadły ptaka i oblizaly pyszczki z krwi.
Z kolei dwa dorosłe samce, leżące do tej pory w jaskini oznajmiły, że również ruszają na polowanie.
Owocami ich łowów były kuropatewki pustynne - smakowite ptaki, które zostały skonskumowane przez samce.
***
Podczas posiłku Changa obserwował Uzuri, jedzącej stepówkę z rzadko spotykanym apetytem.
- To co teraz robimy ? - zapytała Irusu po posiłku.
- Pobawmy się w berka - zawołał Changa, który uwielbiał biegać - miał o wiele więcej energii niż inne lwiątka.
- Nieee - jęknął Agnach, będący całkowitym przeciwieństwem brata.
- Może upolujemy coś dla naszych mam - zaproponowała cicho Uzuri swoim melodyjnym głosem.
- Och, to świetny pomysł, mamy na pewno się ucieszą ! - krzyknęła zachwycona Safire.
Wszystkie lwiątka uśmiechnęły się do siebie.
- Ja chcę polować z Agnach'em - powiedziała Irusu, na co pyszczek czarnego samieca przybrał barwę karmazynu.
- A ja z Uzuri - rzekł Changa, nie odrywając oczu od płowej samiczki.
- A ja ? - zapytała cicho Safire ?
- Możesz z nami ! - stwierdziła Irusu, uśmiechając się do niej - obie samice bardzo się polubiły.
- Ruszajmy na polowanie.
***
Agnach co chwilę potykał się o kamyki.
Przyglądał się płowej samicy, idącej pewnym krokiem obok niego.
- Ojj, znowu się przewróciłeś ? - zapytała szczerze rozbawiona Irusu, pomagając mu się podnieść.
- Wiesz, myślę że Agnach na ciebie patrzył - zawołała Safire, na co czarny samiec zaczerwienił się bardzo gwałtownie.
- Wwcalle nie - wyjąkał, wstając.
Safire skoczyła do przodu, nie odrywając wzroku od małego myszoskoczka.
Po chwili odwróciła sie z gryzoniem w pysku.
- Jesteś urodzoną łowczynią - wyszeptała Irusu.
- Myślę, że tobie też się uda - uśmiechnęła się płowa samica. - Musisz tylko znaleźć ... Gdzie jest Agnach ?!
- Tutaj - powiedział rozbawiony samczyk, trzymając w pysku młodego scynka.
Samice otworzyły pyszczki ze zdumienia.
Z pyszczka Safire wypadł myszoskoczek.
- To dla ciebie - powiedział zaczerwieniony samiec, wręczając Irusu scynka.
- Dziękuję - szepnęła samica i polizała Agnach' a po pyszczku.
____
Wyszło, jak wyszło, bywało lepiej
Jest to opowieść jednoczęściowa, ba, opowiadanie.
Natchnęło mnie rano i, mając pod ręką laptop, napisałam coś, co mażna nazwać Mchanga, Harena czy άμμος - Piasek.
Ombre wpatrywał się w lwicę leżącą obok czwórki młodych lwiątek.
Sarai urodziła kila minut temu.
Ombre spodziewał się jednego, dwóch lwiątek.
Widocznie los chciał inaczej.
Dwoje samców i dwie samiczki - jak powiedziała jego żona.
Dwa czarne, jeden biały i jeden płowy - te pierwsze odziedziczyły sierść po matce Ombre - Shavire, niezwykle mądrej i silnej lwicy.
Ombre postanowił że biały samiec, który jako jedyny odziedziczył sierść po ojcu, zostanie nazwany Changa, od słowa mchanga, oznaczającego piasek w języku lwów pustyni.
Po chwili lwica obudziła się i spojrzała z uśmiechem na lwa.
- Myślę, że ten czarny samiec powinien mieć na imię Agnach.
- A ja myślę, że ten biały samiec powinien zostać nazwany Changa.
Lwica spojrzała na męża z uśmiechem i polizała lwiątka z czułością.
- Ta czarna samica będzie mieć na imię Erifasi - powiedziała lwica tonem nie znoszącym sprzeciwu, na co lew uśmiechnął się promiennie.
- Wiesz, może ta płowa będzie miała na imię Safire … - zamyślił się ojciec lwiątek i polizał każde z małych lwiątek, leżących w łapach matki.
- Tak - zgodziła się Sarai i westchnęła, po czym przymknęła oczy.
***
Changa wybiegł z jaskini i spojrzał na zachodzące słońce.
- Tato, tato, chodź szybko !!!
Ombre westchnął. Mimo, że żona i dzieci były jego całym światem, czuł się zmęczony tą odpowiedzialnością i samą świadomością, że jest ojcem.
Biały lew wstał i podszedł do syna, którego przytulił, po czym mrukną z zadowoleniem.
- Changa, idź do mamy, czas spać - oznajmił lew z zadowoleniem, chwytając delikatne syna na karku i wnosząc do jaskini, gdzie czekała Sarai i pozostałe lwiątka z kilkoma myszkami, które w ciągu sześciu minut zostały skonsumowane przez rodzinę.
***
Agnach otworzył oczy i ziewnął, przeciągając się.
Pozostałe lwiątka biegały w suchej trawie, śmiejąc się głośno.
Czarny samiec wstał i, mruknąwszy z zadowoleniem, podszedł do rodzeństwa.
Dopiero po chwili zorientował się, że oprócz trzech znanych mu lwiątek, bawią się jeszcze dwie płowe samiczki o zielonych oczach, prawdopodobnie córki Nihae.
Nihae była płową lwicą, najlepszą przyjaciółką Sarai.
Oprócz Nihae, Ombre, Sarai i lwiątek w stadzie było również pięć samic i trzy lwy.
W każdym razie czarny samiec uśmiechnął się do jednej z samiczek.
- Cześć, jestem Irusu, a to moja siostra, Uzuri.
- Ja jestem Agnach … - powiedział nieśmiało samiec.
- Bawisz się z nami ? - zapytała Erifasi.
- Nie, wolę posiedzieć w cieniu.
- Och przestań, wkrótce będzie za gorąco, żeby się bawić ! - zawołała Irusu, śmiejąc się.
- No dobrze - powiedział samiec, patrząc lwiczce w oczy.
Irusu rzuciła się na niego, śmiejąc się melodyjnym głosem.
- Berek ! - zawołała, odskakując.
Samiec westchnął.
Zapowiadał się ciężki poranek.
***
Safire schowała się za niewielkim, suchym drzewem.
Od kilku minut, lwiątka bawiły się w chowanego.
Szukał oczywiście Agnach - najspokojniejszy z całej szóstki samiec, który zawsze miał problemy ze znalezieniem przyjaciół podczas tej ekscytującej zabawy.
Po kilku minutach rozległ się rozdrażniony głos samca.
- Och, jak zwykle nie mogę was znaleźć …
Safire zachichotała mimowolnie.
Agnach przeszedł obok niej.
W pierwszej chwili jej nie zauważył, po chwili jednak zawołał :
- Ha, widzę cię, Safire !!!
Płowa samica wyszła z kryjówki i spojrzała z rozbawieniem na brata.
- Szukaj pozostałych, braciszku.
Agnach zbladł.
***
Erifasi wyszła z kryjówki jakieś pół godziny później.
Agnach znalazł wszystkich oprócz niej.
Czarna samica podeszła bliżej.
- Och, Agnach, jak zwykle nikogo nie znalazłeś - szydziła z brata.
- Przestań ! - zawołała Irusu, patrząc na nią gniewnie zielonymi oczami.
- Nie możesz mi niczego zabronić, słońce moje. A on - powiedziała wskazując na czarnego samca. - przynosi wstyd naszemu rodowi.
- Wcale nie ! - krzyknął Changa, stając przed siostrą.
Czarna samica uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Widocznie jako jedyna odziedziczyłam cechy mej mądrej i potężnej babki, Shavire wielkiej, królowej wojny i wspaniałej przywódczyni lwów wygnanych z raju, a nie tych głupich lwiach pustyni.
- Erifasi, masz szlaban ! - zawołał głos, a Erifasi ujrzała swojego ojca, łypiącego na nią błękitnymi ślepiami spod przymrużonych powiek.
Ogon opadł młodej samicy, gdy ojciec kazał jej wrócić do jaskini.
- Wyjdziesz dopiero jutro - zawołał gniewnie ojciec i poszedł do swojej żony, która rozmawiała z innymi samicami.
***
Ombre westchnął i rozejrzał się.
Piątka lwiątek leżała w cieniu, rozmawiając cicho.
Cztery lwice polowały.
Po chwili samice pojawiły się, trzymając w pyskach dwa fenki, stepówki i trzy gryzonie, w tym szczuroskoczka, myszoskoczka i ryjkonosa.
Ombre uśmiechnął się i podszedł do Sarai, która podarowała pięciu lwiątkom stepówkę.
Samce i samice zjadły ptaka i oblizaly pyszczki z krwi.
Z kolei dwa dorosłe samce, leżące do tej pory w jaskini oznajmiły, że również ruszają na polowanie.
Owocami ich łowów były kuropatewki pustynne - smakowite ptaki, które zostały skonskumowane przez samce.
***
Podczas posiłku Changa obserwował Uzuri, jedzącej stepówkę z rzadko spotykanym apetytem.
- To co teraz robimy ? - zapytała Irusu po posiłku.
- Pobawmy się w berka - zawołał Changa, który uwielbiał biegać - miał o wiele więcej energii niż inne lwiątka.
- Nieee - jęknął Agnach, będący całkowitym przeciwieństwem brata.
- Może upolujemy coś dla naszych mam - zaproponowała cicho Uzuri swoim melodyjnym głosem.
- Och, to świetny pomysł, mamy na pewno się ucieszą ! - krzyknęła zachwycona Safire.
Wszystkie lwiątka uśmiechnęły się do siebie.
- Ja chcę polować z Agnach'em - powiedziała Irusu, na co pyszczek czarnego samieca przybrał barwę karmazynu.
- A ja z Uzuri - rzekł Changa, nie odrywając oczu od płowej samiczki.
- A ja ? - zapytała cicho Safire ?
- Możesz z nami ! - stwierdziła Irusu, uśmiechając się do niej - obie samice bardzo się polubiły.
- Ruszajmy na polowanie.
***
Agnach co chwilę potykał się o kamyki.
Przyglądał się płowej samicy, idącej pewnym krokiem obok niego.
- Ojj, znowu się przewróciłeś ? - zapytała szczerze rozbawiona Irusu, pomagając mu się podnieść.
- Wiesz, myślę że Agnach na ciebie patrzył - zawołała Safire, na co czarny samiec zaczerwienił się bardzo gwałtownie.
- Wwcalle nie - wyjąkał, wstając.
Safire skoczyła do przodu, nie odrywając wzroku od małego myszoskoczka.
Po chwili odwróciła sie z gryzoniem w pysku.
- Jesteś urodzoną łowczynią - wyszeptała Irusu.
- Myślę, że tobie też się uda - uśmiechnęła się płowa samica. - Musisz tylko znaleźć ... Gdzie jest Agnach ?!
- Tutaj - powiedział rozbawiony samczyk, trzymając w pysku młodego scynka.
Samice otworzyły pyszczki ze zdumienia.
Z pyszczka Safire wypadł myszoskoczek.
- To dla ciebie - powiedział zaczerwieniony samiec, wręczając Irusu scynka.
- Dziękuję - szepnęła samica i polizała Agnach' a po pyszczku.
____
Wyszło, jak wyszło, bywało lepiej

