Prolog
Słońce wschodziło nad sawanną. Między drzewami spacerowały żyrafy i majestatyczne słonie. Zebry, antylopy i bawoły skubały zieloną trawę. Gepardzica leżała na niewielkim pagórku, wpatrując się w skałę, wokół której gromadziły się zwierzęta. Na skale stał brązowy lew o czarnej grzywie i zielonych niczym liście oczach, u boku którego stała władczyni łkająca cicho i patrząca na zgromadzone zwierzęta. Zza skały wyłoniło się stado hien, które, chichocząc, zbliżyły się do stada lwów stojących u podnóża skały. Skaza, takie bowiem od lat nosił imię czarnogrzywy lew, wygłosił mowę, w której podkreślił jak bardzo żałuje, że nie zdołał ocalić władcy i jego syna. Sarabi, stojąca u jego boku lwica, pochyliła głowę i zawyła, na co zwierzęta odpowiedziały równie żałosnym skowytem. Skaza ryknął, a zwierzęta umilkły wpatrując się we władcę. Lew uśmiechnął się, po czym powiadomił zwierzęta o przybiciu hien, na co połowa zwierząt uciekła, wiedząc, że stado hien, w dodatku licząc ponad sto osobników, zabije wszystko, co napotka na swej drodze. Sarabi zbiegła ze skały, a jej przyjaciółki przytuliły ją, chcąc dodać jej otuchy.
Słońce po raz kolejny wzeszło nad sawanną. Zira wyszła z jaskini, po czym ziewnęła i spojrzała na hieny, wgryzające się w zebrę, upolowaną przez lwice. Samica chwilę patrzyła się na lwice, patrzące ze smutkiem w zebrę i dwa czy trzy lwiątka płaczące cicho, po czym ryknęła, a hieny rozproszyły się. Zira podeszła do martwej zebry, powąchała ją, po czym rzuciła ją lwicom, które w kilka minut zjadły mięso, a hienom przypadł szkielet. Lwice spojrzały na samicę i wymamrotały ciche podziękowanie, po czym zerknęły na hieny, rozmawiające z władcą, który zawołał jasnobrązową samicę. Zira zeszła do jaskini i kilka minut rozmawiała z czarnogrzywym lwem, po czym wyszła z jaskini, uśmiechając się triumfalnie.
Słońce zachodziło nad sawanną. Ciemnobrązowa lwica o zielonych oczach wpatrywała się w nie, leżąc u podnóża skały, na której stało kilka lwic, rozmawiających o władaniu brata prawowitego króla, od którego śmierci minęło kilka dni. Ciemnobrązowa lwica westchnęła, wskoczyła na skałę i zmierzyła lwice spojrzeniem zielonych ślepi, na co samice zamilkły. Uru, bo tak było na imię lwicy, była najstarszą lwicą i matką czarnogrzywego lwa panującego lwią ziemią. Uru położyła się i zerknęła na małżonkę swojego zmarłego syna, łkającą cicho i leżącą obok swoich przyjaciółek. Ciemnobrązowa lwica podniosła się i weszła do jaskini, w której leżał jej syn w towarzystwie kilku hieni i córki władczyni złej ziemi. Uru skrzywiła się.
- Synu…
Lew spojrzał na nią, uśmiechnął się, po czym polizał czule lwicę po pysku i wrócił do poprzedniej pozycji. Uru spojrzała na syna i wyszła.
Walinsi
Re: Walinsi
No, no, wyszło Ci o wiele lepiej niż tamto : )
Nadal jest parę powtórzeń w tekście, ale bardziej rozbudowane opisy zasługują na +.
Jestem ciekawa dalszego ciągu.
Nadal jest parę powtórzeń w tekście, ale bardziej rozbudowane opisy zasługują na +.
Jestem ciekawa dalszego ciągu.
Ciemna strona mocy jest potężna!
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Av:
lineart: by Savu0211 and whitetigerdelight
coloring: własny
sygnatura: By me
Multi: Hassira & Ombre
Re: Walinsi
Uru spojrzała na polujące lwice. Sarabi skradała się do zebry, zaś pozostałe lwice upatrzyły sobie bawoła, skubiącego trawę w cieniu akacji. Uru odwróciła wzrok i ujrzała czarnogrzywego samca, leżącego pod skałę i wpatrującego się w hieny, gryzące kości upolowanej wczoraj antylopy. Brązowa samica rozejrzała się. Lwia ziemia nie przypominała krainy za rządów starszego syna brązowej lwicy, aczkolwiek żyrafy wciąż przemierzały sawanny, a lwice polowały na bawoły, zebry i antylopy. Uru westchnęła, po czym wstała i zeskoczyła ze skały. Lwica przymknęła oczy i położyła łeb na łapach. Jej brązowa sierść lśniła w blasku słońca. Po chwili lwica zasnęła.
***
Czarnogrzywy lew o złocistej sierści rozmawiał z zielonooką lwicą o szarej sierści, która leżała w jaskini i tłumiła szloch.
- Ahadi, ja cię kochałam całym sercem. A ty… ty mnie zdradziłeś z… z Uru…
- Hawa, zrozum, moją miłością jest Uru.
Hawa wbiegła do jaskini , a czarnogrzywy lew podszedł do drzewa akacji i zasnął w cieniu drzewa.
***
Brązowa lwica polizała dwa lwiątka leżące w jej łapach. Jedno z nich miało złocistą sierść i brązowe oczy. Drugie miało brązową sierść i zielone oczy. Do jaskini wszedł czarnogrzywy lew.
- Uru…
- Tak Ahadi… - powiedziała lwica. - To nasze lwiątka.
- Uru, to złociste lwiątko to samczyk?
Lwica kiwnęła głową, zerkając na wschodzące nad sawanną słońce. Słonie, żyrafy, bawoły, zebry i antylopy zmierzały na lwią ziemię, aby oddać cześć synom królowej.
- To cudownie… Nazwę go… Mufasa - lew uśmiechnął się. - To on zostanie królem. - spojrzał na drugie lwiątko. - A to, jak mniemam, samiczka…
- Nie, kochany.
Lew zaśmiał się, po czym spojrzał na brązowe lwiątko.
- Takie… lwiątko powinno być już martwe.
Uru wstała, zawarczała i rzuciła się na lwa. Wgryzła mu się w gardło, na co samiec jęknął.
- Ahadi, jeśli jeszcze raz powiesz coś takiego zabiję cię.
Lew uśmiechnął się i wyszedł z jaskini. Zaryczał i spojrzał na zgromadzone zwierzęta. Na skałę wdrapał się szary pawian.
***
Ahadi spojrzał na złociste lwiątko, leżące w głębi jaskini i zmarszczył brwi.
- Uru…
- Takie lwiątko powinno być już martwe -warknęła.
- Ale przyszły władca…
- To twoje słowa. Nienawidzę cię, Ahadi.
Brązowa lwica wyszła z jaskini, trzymając w pysku brązowe lwiątko. Słońce wschodziło nad sawanną. Słonie i żyrafy skubały liście akacji. W koronach drzew śpiewały ptaki.
- Kocham cię. - szepnęła lwica do lwiątka, położywszy się na ziemi.
***
Szara lwica karmiła dwa młode, jedno złociste, a drugie jasnobrązowe. Ahadi zerknął na lwicę i uśmiechnął się.
- Hawa, dziękuję…
Lwica uśmiechnęła się, wzięła złociste lwiątko w pysk i oddała je ojcu.
- To nie jego wina, że matka go nienawidzi.
Ahadi skinął głową i wyszedł z jaskini. Położył się w trawie i polizał lwiątko. Kilka brązowych i kremowych lwic podeszło do niego, aby ujrzeć przyszłego króla.
***
Brązowa lwica stanęła na szczycie lwiej skały. Obok niej stał nastoletni syn o brązowej sierści. Całe jego ciało pokrywały krwawiące rany. U podnóża skały siedział czarnogrzywy lew.
- Ahadi, skazuję cię na wygnanie…
***
Uru obudziła się. Słońce zniknęło za horyzontem, a lwice leżały w cieniu lwiej skały, posilając się młodą antylopą. Brązowa lwica udała się do jaskini. Skaza leżał w towarzystwie jasnobrązowej lwicy. Uru położyła się i spojrzała na księżyc lśniący pośród gwiazd. Wyszła z jaskini i nagle poczuła się słabo. Jakby przez mgłę widziała biegnące lwice, a pośród nich Skazę.
- Kocham was - wykrztusiła lwica, a po policzku spłynęła jej łza. - Będę waszą strażniczką...
_________
Ta opowieść dobiegła już końca, miała na celu jedynie opisanie życie brązowej lwicy, dawnej królowej po śmierci starszego syna. Co nieco o przodkach lwicy możecie dowiedzieć się w moim drugim, równie wspaniałym (
) opowiadaniu.
***
Czarnogrzywy lew o złocistej sierści rozmawiał z zielonooką lwicą o szarej sierści, która leżała w jaskini i tłumiła szloch.
- Ahadi, ja cię kochałam całym sercem. A ty… ty mnie zdradziłeś z… z Uru…
- Hawa, zrozum, moją miłością jest Uru.
Hawa wbiegła do jaskini , a czarnogrzywy lew podszedł do drzewa akacji i zasnął w cieniu drzewa.
***
Brązowa lwica polizała dwa lwiątka leżące w jej łapach. Jedno z nich miało złocistą sierść i brązowe oczy. Drugie miało brązową sierść i zielone oczy. Do jaskini wszedł czarnogrzywy lew.
- Uru…
- Tak Ahadi… - powiedziała lwica. - To nasze lwiątka.
- Uru, to złociste lwiątko to samczyk?
Lwica kiwnęła głową, zerkając na wschodzące nad sawanną słońce. Słonie, żyrafy, bawoły, zebry i antylopy zmierzały na lwią ziemię, aby oddać cześć synom królowej.
- To cudownie… Nazwę go… Mufasa - lew uśmiechnął się. - To on zostanie królem. - spojrzał na drugie lwiątko. - A to, jak mniemam, samiczka…
- Nie, kochany.
Lew zaśmiał się, po czym spojrzał na brązowe lwiątko.
- Takie… lwiątko powinno być już martwe.
Uru wstała, zawarczała i rzuciła się na lwa. Wgryzła mu się w gardło, na co samiec jęknął.
- Ahadi, jeśli jeszcze raz powiesz coś takiego zabiję cię.
Lew uśmiechnął się i wyszedł z jaskini. Zaryczał i spojrzał na zgromadzone zwierzęta. Na skałę wdrapał się szary pawian.
***
Ahadi spojrzał na złociste lwiątko, leżące w głębi jaskini i zmarszczył brwi.
- Uru…
- Takie lwiątko powinno być już martwe -warknęła.
- Ale przyszły władca…
- To twoje słowa. Nienawidzę cię, Ahadi.
Brązowa lwica wyszła z jaskini, trzymając w pysku brązowe lwiątko. Słońce wschodziło nad sawanną. Słonie i żyrafy skubały liście akacji. W koronach drzew śpiewały ptaki.
- Kocham cię. - szepnęła lwica do lwiątka, położywszy się na ziemi.
***
Szara lwica karmiła dwa młode, jedno złociste, a drugie jasnobrązowe. Ahadi zerknął na lwicę i uśmiechnął się.
- Hawa, dziękuję…
Lwica uśmiechnęła się, wzięła złociste lwiątko w pysk i oddała je ojcu.
- To nie jego wina, że matka go nienawidzi.
Ahadi skinął głową i wyszedł z jaskini. Położył się w trawie i polizał lwiątko. Kilka brązowych i kremowych lwic podeszło do niego, aby ujrzeć przyszłego króla.
***
Brązowa lwica stanęła na szczycie lwiej skały. Obok niej stał nastoletni syn o brązowej sierści. Całe jego ciało pokrywały krwawiące rany. U podnóża skały siedział czarnogrzywy lew.
- Ahadi, skazuję cię na wygnanie…
***
Uru obudziła się. Słońce zniknęło za horyzontem, a lwice leżały w cieniu lwiej skały, posilając się młodą antylopą. Brązowa lwica udała się do jaskini. Skaza leżał w towarzystwie jasnobrązowej lwicy. Uru położyła się i spojrzała na księżyc lśniący pośród gwiazd. Wyszła z jaskini i nagle poczuła się słabo. Jakby przez mgłę widziała biegnące lwice, a pośród nich Skazę.
- Kocham was - wykrztusiła lwica, a po policzku spłynęła jej łza. - Będę waszą strażniczką...
_________
Ta opowieść dobiegła już końca, miała na celu jedynie opisanie życie brązowej lwicy, dawnej królowej po śmierci starszego syna. Co nieco o przodkach lwicy możecie dowiedzieć się w moim drugim, równie wspaniałym (
) opowiadaniu." Zabijaj, albo zostaniesz zabity."
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości

