A więc opowiadanie prosto z dawnego bloga skopiowane. Co jakiś czas pojawia się myśl, że warto byłoby je kontynuować, na co ostatnio (niestety) czas nie pozwala ;/
* * *
Plecak! Gdzie ten przeklęty plecak?! Szlag, Gośka będzie przecież za kilka minut, a ten bezczelnie schował się w jakimś kącie! Szafa, zaraz, musi tam być... Nie, też nie tu. Cholera! Ubrania, niezgrabnie rzucone na starą kanapę w odcieniu zgniłej, nieświeżej zieleni, w chaosie, jedne na drugie, spodnie na bluzki, bielizna poprzeplatana swetrami - nieważne. Nieład. Bałagan. Nieporządek. Niczym w głowie Marioli. Ale gdzie się podział plecak? Jakże jechać na wycieczkę swych marzeń, nie mając się w co spakować? Szybkie, pełne konsternacji spojrzenie do kolejnej, ostatniej już szafy. Nie, tu też go nie ma. Przecież nie poszedł na spacer, to niemożliwe! Zaraz, zaraz, niech no ona pomyśli, niech się zastanowi... niech pokona panikę oraz popłoch, które pochłaniają ją bez reszty. Pawlacz, jasne! Jak mogła nie wpaść na to wcześniej? Stary, rzadko używany pawlacz, znajdujący się na przedpokoju, tuż - tuż pod sufitem. Mariola prędko ruszyła do kuchni, gdzie chwyciła twardo w dłonie taboret, który podstawiła pod potencjalnym miejscem schronienia plecaka. Wskoczenie nań, pełne gracji i już - już prawie należy do niej. Chwyciła małą klameczkę, pociągnęła, a drzwiczki ustąpiły niemal natychmiast, odsuwając się z cichym zgrzytem. Jest! Leży sobie, jak gdyby nigdy nic, w głębi skrytki. Jeszcze tylko wyciągnąć się, nagimnastykować... Trzyma go w ręce, jest dobrze. Wyciągnęła poczciwego Campus`a, choć jego stan z pewnością pozostawał wiele do życzenia: powycierany materiał w przyjemnym dla oka, choć nieco już przybrudzonym, lazurowym odcieniu, pourywane gumki, postrzępione paski. Trudno, musi wystarczyć.
Wróciła do swojego, niewielkiego pokoju. Omiotła powierzchownym spojrzeniem sciany, pokryte gładką, miodową tapetą. Gdzieniegdzie wisiało parę fotografii, głównie jej przyjaciół czy rodziny: Gośka, Gośka ze swoim pierwszym narzeczonym, Gośka z psem, Gośka z Mariolą, Paweł, Paweł z Gośką, Paweł z Danielem i Mariolą, Goska z drugim narzeczonym, Ulka i jej `radosne trio`, Gośka z trzecim narzeczonym, Gośka z czwartym narzeczonym, Goska .... Cóż, fakt faktem kilku mężczyzn w jej życiu zagościło. Mariola poczuła delikatne ukłucie w sercu. Nie miała przyjaciółce za złe, nie zazdrościła... Po prostu chciałaby też być kiedyś tak popularną, jak jej najlepsza kumpela, z którą znały się spory szmat czasu. Uśmiechnęła się mimowolnie, półgębkiem, nieco nienaturalnie. Westchnęła. Szybko jednak powróciła do rzeczywistości i sterty ubrań, rzuconych niedbale na kanapę. Zaklęła coś pod nosem, doskakując do garderoby. Poskładała je w nierówną kostkę, ot, żeby było, po czym z trudem wepchnęła do plecaka. Niby jedzie tylko na weekend, a manatków jakby planowała spędzić poza domem przynajmniej rok. Nieźle. I na co to komu?
Krótkie zerknięcie na zegar ścienny. Powoli dochodziła `godzina zero`. Gośka powinna tu być lada chwila. Nie należała ona do osób, które się notorycznie spóźniają, Mariola liczyła zatem, że i tym razem jej przyjaciółka zawita u niej punktualnie. Zakręciła się jeszcze raz po pokoju, upewniając się, iż niczego nie zapomniała. W porządku, chyba to, co najpotrzebniejsze, spoczywało już spokojnie w jej plecaku. Podniosła. Ciężki. Trudno, nie będzie go przecież wiecznie nosić. Rzuciła go więc na podłogę w przedpokoju, po czym zniknęła w kuchni, gdzie ujęła w dłoń czajnik elektryczny, napełniając go do połowy wodą. Przed wyjazdem mała kawa nie zaszkodzi. Dzwonek. Gośka! W końcu!
* * *
O tym co banalne w sposób niebanalny.
O tym co banalne w sposób niebanalny.
Ostatnio zmieniony 12 gru 2011, 13:54 przez Camille, łącznie zmieniany 1 raz.
Camille, wcześniej znana jako Kam
Ponadto do userki, prowadzącej Camille, należą jeszcze dwie postaci:
Asmodeusz oraz Enigma .
Ponadto do userki, prowadzącej Camille, należą jeszcze dwie postaci:
Asmodeusz oraz Enigma .
Re: O tym co banalne w sposób niebanalny.
- Jak jedziesz stary patafianie?! Czyż ty kupił prawko na targu?! Banda debili, teraz byle kretyn może sobie pomykać w odpieprzonym BMW za brudne pieniądze? Boże, widzisz a nie grzmisz! - głowa pewnej brunetki wystawiona przez szybę granatowego samochodu marki renault nabrała purpurowych rumieńców. Cokolwiek o Gośce powiedzieć można, na pewno nie to, by była osobą opanowaną i spokojną. Dziewczyna kierowcą była świetnym (nawet mimo młodego wieku), jednakowoż kiedy tylko jakiś facet, uważający się oczywiście za najwspanialszego pod słońcem, pozwalał sobie na zbyt wiele (często po to, by zaimponować młodej, atrakcyjnej kobiecie) - dawała się ponieść emocjom. Teraz też nie było inaczej, bo i dlaczego? Jedzie sobie spokojnie swoim clio po krzywych miejskich ulicach, psiocząc w duchu nad im stanem, a tu nagle pojawia się czerwona sportowa fura. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co. Chyba jedynie w celu zirytowania Panny G., która bardzo nie lubi tzw. "wymuszania". Dobrze, iż wizja niedalekiej wycieczki z przyjaciółką poprawiła jej nieco humor, napawając optymizmem, bowiem zbluzgałaby szowinistę z góry na dół. Że co, że jest lepszym kierowcą? No to niech patrzy!
Nacisnęła porządnie na pedał gazu, klnąc cicho. Znowu dała się sprowokować gościowi, któremu wydaje się, że jest jakimś bóstwem. Widziała jego mordę, odbijającą się we wstecznym lusterku wiśniowego samochodu. Śmiał się. Bawiło go zdenerwowanie dziewczyny. Przygryzła wargę, po czym uśmiechnęła złowrogo. Siedziała już niemalże na krwistym zderzaku, zaśmiewając się w duchu. Przyśpieszył. O nie, tak się bawić nie będą. Może Gosia nie posiadała równie wypasionej gabloty co ów człowiek, jednak jej poczciwa `renia` też wiele potrafiła. Prosta droga, dwupasmówka. Jakże tego nie wykorzystać? Docisnęła jeszcze mocniej pedał. Już była na równi z facetem, pokazała mu więc jedynie język, poruszając nim nieco zadziornie, eksponując kolczyk, po czym pognała przed siebie, wprost do dzielnicy, którą zamieszkiwała Mariola. Minę mężczyzny można najkrócej określić mianem "bezcennej". Mało brakowało, a zadławiłby się zajadanym właśnie hamburgerem, jednak to już nie był problem dziewczyny. Niech sobie nie myśli, że jest w czymkolwiek lepszym dlatego tylko, że urodził się z pewną częścią ciała między nogami, której los pożałował naszej bohaterce. Nawiasem mówiąc - wcale tego nie żałowała.
Zaparkowała na niewielkim parkingu, umieszczonym tuż obok bloku przyjaciółki. Zgasiła światła, radio schowała do torebki, wyjęła kluczyk ze stacyjni, opuściła wóz, zamknęła drzwi, wcisnęła guzik na autopilocie. Cichy zgrzyt zamków połechtał jej ucho. Nadal była poddenerwowana z powodu wyścigu z pewnym "patafianem", jednak z racji, iż była doskonałą aktorką - nie lada wyczynem poznać było po dziewczynie, iż jest porządnie wkurzona. Wcisnęła guzik domofonu, cierpliwie czekając, aż Mariolka otworzy jej drzwi, niejako zapraszając na górę. Minęło kilka sekund nim do uszu brunetki dotarł dźwięk sygnalizujący wyraźnie "otwarte!". Pociągnęła więc na klamkę, wbiegając na trzecie piętro. Szybko, sprawnie, przeskakując po dwa stopnie. Wiedziała, że do Marioli się nie puka - jej drzwi nigdy nie były zamknięte na żadną zasuwę, bo i po co? Nie będzie chciała kogoś wpuścić - każe mu spływać jeszcze przez słuchawkę domofonu. Ponadto przyjaciółka Gosi nie znała nikogo, kogo by nie powitała z uśmiechem na ustach. Tym razem było identycznie, delikatny nacisk na klamkę wystarczył, aby drzwi ruszyły cicho w stronę mieszkania. Z uśmiechem na ustach przekroczyła próg domu "Rudej", krzycząc radośnie w stronę kuchni, w której to bez wątpienie kręciła się gospodyni:
- Ruda, gotowa? Samochód już rwie się do drogi. - starała się, aby ton jej głosu brzmiał jak najbardziej naturalnie, łaskocząc niezbyt wysokim brzmieniem ucho przyjaciółki. Jednak... Mariola znała dziewczynę już zbyt długo, by dać się nabrać na te jej tanie sztuczki, które - o dziwo! - faceci łykali niczym świeże, gorące pieczywo w zimne, grudniowe poranki. Po chwili w odmętach łuku prowadzącego do jadalni zjawiła się głowa "Rudej". Jej oliwkowe oczy uważnie zlustrowały całą postać Gosi, a twarz nabrała aż nader nieufnego wyrazu. Idealnie wydepilowana brew Pani Domu uniosła się nieznacznie a usta wykrzywiły w cynicznym uśmiechu. O nie, nie z nią te numery!
- Chodź, napijemy się kawy... Goś, co się stało? - zapytała, kiedy cała jej postać wyłoniła się z pomieszczenia, gestem ręki zapraszając przyjaciółkę do środka. Brunetka machnęła jedynie dłonią w geście absolutnej ignorancji, zrzucając ze stóp buty i podążając do kuchni, mijając stojącą w progu rudowłosą dziewczynę, która splotła ramiona, niczym obrażone dziecko. Westchnęła zrezygnowana, po czym szybkim ruchem zalała dwie małe czarne, podając koleżance cukierniczkę. Trwały tak w milczeniu, siedząc naprzeciw siebie, wpatrując się nawzajem w oczy, jakby usiłując coś z nich wyczytać. Która pierwsza przerwie milczenie?
* * *
Nacisnęła porządnie na pedał gazu, klnąc cicho. Znowu dała się sprowokować gościowi, któremu wydaje się, że jest jakimś bóstwem. Widziała jego mordę, odbijającą się we wstecznym lusterku wiśniowego samochodu. Śmiał się. Bawiło go zdenerwowanie dziewczyny. Przygryzła wargę, po czym uśmiechnęła złowrogo. Siedziała już niemalże na krwistym zderzaku, zaśmiewając się w duchu. Przyśpieszył. O nie, tak się bawić nie będą. Może Gosia nie posiadała równie wypasionej gabloty co ów człowiek, jednak jej poczciwa `renia` też wiele potrafiła. Prosta droga, dwupasmówka. Jakże tego nie wykorzystać? Docisnęła jeszcze mocniej pedał. Już była na równi z facetem, pokazała mu więc jedynie język, poruszając nim nieco zadziornie, eksponując kolczyk, po czym pognała przed siebie, wprost do dzielnicy, którą zamieszkiwała Mariola. Minę mężczyzny można najkrócej określić mianem "bezcennej". Mało brakowało, a zadławiłby się zajadanym właśnie hamburgerem, jednak to już nie był problem dziewczyny. Niech sobie nie myśli, że jest w czymkolwiek lepszym dlatego tylko, że urodził się z pewną częścią ciała między nogami, której los pożałował naszej bohaterce. Nawiasem mówiąc - wcale tego nie żałowała.
Zaparkowała na niewielkim parkingu, umieszczonym tuż obok bloku przyjaciółki. Zgasiła światła, radio schowała do torebki, wyjęła kluczyk ze stacyjni, opuściła wóz, zamknęła drzwi, wcisnęła guzik na autopilocie. Cichy zgrzyt zamków połechtał jej ucho. Nadal była poddenerwowana z powodu wyścigu z pewnym "patafianem", jednak z racji, iż była doskonałą aktorką - nie lada wyczynem poznać było po dziewczynie, iż jest porządnie wkurzona. Wcisnęła guzik domofonu, cierpliwie czekając, aż Mariolka otworzy jej drzwi, niejako zapraszając na górę. Minęło kilka sekund nim do uszu brunetki dotarł dźwięk sygnalizujący wyraźnie "otwarte!". Pociągnęła więc na klamkę, wbiegając na trzecie piętro. Szybko, sprawnie, przeskakując po dwa stopnie. Wiedziała, że do Marioli się nie puka - jej drzwi nigdy nie były zamknięte na żadną zasuwę, bo i po co? Nie będzie chciała kogoś wpuścić - każe mu spływać jeszcze przez słuchawkę domofonu. Ponadto przyjaciółka Gosi nie znała nikogo, kogo by nie powitała z uśmiechem na ustach. Tym razem było identycznie, delikatny nacisk na klamkę wystarczył, aby drzwi ruszyły cicho w stronę mieszkania. Z uśmiechem na ustach przekroczyła próg domu "Rudej", krzycząc radośnie w stronę kuchni, w której to bez wątpienie kręciła się gospodyni:
- Ruda, gotowa? Samochód już rwie się do drogi. - starała się, aby ton jej głosu brzmiał jak najbardziej naturalnie, łaskocząc niezbyt wysokim brzmieniem ucho przyjaciółki. Jednak... Mariola znała dziewczynę już zbyt długo, by dać się nabrać na te jej tanie sztuczki, które - o dziwo! - faceci łykali niczym świeże, gorące pieczywo w zimne, grudniowe poranki. Po chwili w odmętach łuku prowadzącego do jadalni zjawiła się głowa "Rudej". Jej oliwkowe oczy uważnie zlustrowały całą postać Gosi, a twarz nabrała aż nader nieufnego wyrazu. Idealnie wydepilowana brew Pani Domu uniosła się nieznacznie a usta wykrzywiły w cynicznym uśmiechu. O nie, nie z nią te numery!
- Chodź, napijemy się kawy... Goś, co się stało? - zapytała, kiedy cała jej postać wyłoniła się z pomieszczenia, gestem ręki zapraszając przyjaciółkę do środka. Brunetka machnęła jedynie dłonią w geście absolutnej ignorancji, zrzucając ze stóp buty i podążając do kuchni, mijając stojącą w progu rudowłosą dziewczynę, która splotła ramiona, niczym obrażone dziecko. Westchnęła zrezygnowana, po czym szybkim ruchem zalała dwie małe czarne, podając koleżance cukierniczkę. Trwały tak w milczeniu, siedząc naprzeciw siebie, wpatrując się nawzajem w oczy, jakby usiłując coś z nich wyczytać. Która pierwsza przerwie milczenie?
* * *
Camille, wcześniej znana jako Kam
Ponadto do userki, prowadzącej Camille, należą jeszcze dwie postaci:
Asmodeusz oraz Enigma .
Ponadto do userki, prowadzącej Camille, należą jeszcze dwie postaci:
Asmodeusz oraz Enigma .
Re: O tym co banalne w sposób niebanalny.
Nawet, nawet. Kiedy się rozkręci?
Użytkownik został zbanowany.
Re: O tym co banalne w sposób niebanalny.
jedynie tanie ścierwa rozkręcają się na samym początku, po czym zdychają, daj więc mistrzowi czas -.-
- Gośka? - głos Marioli cichy, niepewny, jakby nie chcąc wydobyć się z jej krtani, zapierając się z całej siły o migdałki dotarł do brunetki z niewielkim opóźnieniem, spowodowanym tym, iż dziewczyna myślami była zupełnie gdzieś indziej. Grzejąc ręce nad kubkiem świeżej kawy, pocierając je czasem o siebie, jakby usiłując spotęgować efekt gorącej pary, przeniosła leniwie spojrzenie na twarz rudowłosej. Skinąwszy ku niej głową zasygnalizowała, iż czeka na dalszy ciąg wypowiedzi przyjaciółki. Mariola, jakby nieco speszona, spuściła głowę, drapiąc się z zakłopotaniem po czubku czaszki. Jak zacząć rozmowę? Prosto z mostu, czy może na wszelki wypadek owijać w bawełnę?
- Nooo? Czekam... - ciemnowłosa wywróciła teatralnie oczyma, ponaglając dziewczynę. Poczęła stukać nerwowo opuszkami palców o kuchenny blat, wystukując rytm, który właśnie siedział jej w głowie. Tak, jak tylko dorwie swojego starego akustyka, momentalnie ułoży nowy kawałek. Poczuła nagły i niespodziewany przypływ weny twórczej. Ujęła w dłoń uszko od kubka, powoli biorąc solidny łyk ciepłego napoju.
- Widzisz... Tak sobie myślę... - och, jak wiele Mariolka dałaby w tej chwili, aby mieć choć w połowie tyle pewności siebie, ile posiadała Małgorzata. - jesteś pewna, że to dobry pomysł... No wiesz, ten wyjazd, zamieszkanie u, jakby nie patrzeć, zupełnie obcych ludzi... Ja wiem, że to niby tylko jeden weekend... - złożenie tych kilku zdań sprawiło Rudej niezwykle wiele kłopotu, choć Goś była jedyną osobą, przy której czuła się aż tak swobodnie. Spojrzała wyczekująco na przyjaciółkę, poprawiając okulary o niezwykle grubych, szpecących szkłach. Zamrugała nerwowo, bowiem obraz począł tracić na ostrości. Chwyciła sprawnie oprawki i przetarła starannie szkła. Pieprzona para! Nie ma gdzie osiadać?
- Mariolka, trochę więcej odwagi, baby... - rzuciła brunetka, a brzmienie jej głosu wyraźnie sugerowało, jak bardzo zależało jej na tym, coby podnieść kumpelę na duchu. Odstawiła kubek, po czym delikatnie położyła dłoń na prawym ramieniu siedzącej naprzeciw przyjaciółki. Pogładziła ją krzepiąco, po czym dodała:
- Poza tym to nie są całkiem obcy ludzie, a przyjaciele mojej kuzynki, zapomniałaś?
- Tak, ale wiesz... Zwalać się im na głowę ni stąd, ni zowąd? - mózgownicę okularnicy nadal zaprzątał cały ogrom niejasności i wątpliwości. Tak już się dobrały: Małgosia - spontaniczna ekstrawertyczka, zawsze skora do zabawy i największych nawet szaleństw, wulkan energii oraz dusza towarzystwa oraz ona, skromna, niepewna, zawsze pozostająca w tyle. Sprawiała wrażenie zamkniętej w sobie, wyalienowanej czy wyobcowanej. Ale takie życie jej odpowiadało. Nie przepadała za tłumem, zawsze wolała trzymać się na uboczu, zachowując bezpieczny dystans.
- Ruda, oni sami zaproponowali, abyśmy się u nich zatrzymały. - brązowooka najwidoczniej poczęła już tracić cierpliwość. Spojrzała na rozmówczynię, a w wejrzeniu jej czekoladowych oczu kryła się spora doza niewypowiedzianego zganienia względem oporów koleżanki. Dopiła swój napój, po czym odstąpiła od stołu i załadowała naczynie do zlewu. Spojrzała na kończącą swą kawę przyjaciółkę, po czym odebrała od niej czerwony kubek z obtłuczonym uchem, umyła oba i odstawiła na suszarkę.
- To jak, gotowa? Zbieramy się? - zapytała, wycierając zadbane dłonie o pięknych, długich paznokciach, pomalowanych aktualnie brązowym lakierem. Jej długie włosy opadły dziewczynie na ramiona, ta więc zebrała je w wyimaginowanego kucyka, pokręcając jego końcówką na palcu.
- Taa, jasne. - odpowiedziała bez przekonania Mariola, wstając i podnosząc z ziemi plecak. Zgarnęła pospiesznie klucze, oczekując, aż przyjaciółka opuści jej mieszkanie.
* * *
Po kilku godzinach jazdy, dziewczyny dotarły w końcu w wyznaczone miejsce. O dziwo GPS Gośki nie wyprowadził kierowcy na manowce, nie nakazując utopić się w żadnym z wodnych oczek. Mariola wyskoczyła z samochodu, zafascynowana pięknej tutejszych widoków. Nieopodal jakiś baca wypasał na halach stado jasnych, kudłatych owiec. Wszystko pokrywała warstwa białego puchu, a gałęzie uginały się pod ciężarem śniegowej pierzyny. Na twarz rudowłosej wstąpił szczery uśmiech. Teraz była już pewna, że dobrze zrobiły a wszelkie wątpliwości odeszły w niepamięć, ustępując miejsca podnieceniu, ogarniającemu w ekspresowym tempie ducha młodej kobiety. Mariola pokręciła jedynie głową, rozrzucając gęstą kurtynę ciemnych włosów dookoła. Niespiesznie opuściła pojazd, unosząc przykrywę bagażnika. Wygramoliła bagaże, kładąc je na śniegu, obok samochodu. Zatrzasnęła klapę, przycisnęła guzik na autopilocie, a zamki zaskrzeczały przyjemnie, sygnalizując, iż wszystko w jak najlepszym porządku. Uśmiechnęła się delikatnie do samej siebie. Spojrzała na domek...
Z opowieści kuzynki wywnioskowała, że jest to wspaniałe miejsce, a chałupka wygląda tak malowniczo, że nie sposób tego opisać. Jednak brunetka nie śmiała nawet przypuszczać, iż wygląda ona aż tak pięknie. Ciemna, drewniana sklejka, pokrywająca zewnętrzną stronę ścian, kilka prostokątnych, sporych okien, które zapewne wpuszczały ranne promienie słońca, oświetlające całe pomieszczenia, dwuspadowy, pokryty cegłówką dach, duży komin, z którego szarymi kłębami wydostawał się dym, zapewne gospodarze palą w kominku, coby ogrzać nieco powietrze, okalający pobliskie tereny, równy płotek... Czy mogło być jeszcze lepiej?
- Gośka? - głos Marioli cichy, niepewny, jakby nie chcąc wydobyć się z jej krtani, zapierając się z całej siły o migdałki dotarł do brunetki z niewielkim opóźnieniem, spowodowanym tym, iż dziewczyna myślami była zupełnie gdzieś indziej. Grzejąc ręce nad kubkiem świeżej kawy, pocierając je czasem o siebie, jakby usiłując spotęgować efekt gorącej pary, przeniosła leniwie spojrzenie na twarz rudowłosej. Skinąwszy ku niej głową zasygnalizowała, iż czeka na dalszy ciąg wypowiedzi przyjaciółki. Mariola, jakby nieco speszona, spuściła głowę, drapiąc się z zakłopotaniem po czubku czaszki. Jak zacząć rozmowę? Prosto z mostu, czy może na wszelki wypadek owijać w bawełnę?
- Nooo? Czekam... - ciemnowłosa wywróciła teatralnie oczyma, ponaglając dziewczynę. Poczęła stukać nerwowo opuszkami palców o kuchenny blat, wystukując rytm, który właśnie siedział jej w głowie. Tak, jak tylko dorwie swojego starego akustyka, momentalnie ułoży nowy kawałek. Poczuła nagły i niespodziewany przypływ weny twórczej. Ujęła w dłoń uszko od kubka, powoli biorąc solidny łyk ciepłego napoju.
- Widzisz... Tak sobie myślę... - och, jak wiele Mariolka dałaby w tej chwili, aby mieć choć w połowie tyle pewności siebie, ile posiadała Małgorzata. - jesteś pewna, że to dobry pomysł... No wiesz, ten wyjazd, zamieszkanie u, jakby nie patrzeć, zupełnie obcych ludzi... Ja wiem, że to niby tylko jeden weekend... - złożenie tych kilku zdań sprawiło Rudej niezwykle wiele kłopotu, choć Goś była jedyną osobą, przy której czuła się aż tak swobodnie. Spojrzała wyczekująco na przyjaciółkę, poprawiając okulary o niezwykle grubych, szpecących szkłach. Zamrugała nerwowo, bowiem obraz począł tracić na ostrości. Chwyciła sprawnie oprawki i przetarła starannie szkła. Pieprzona para! Nie ma gdzie osiadać?
- Mariolka, trochę więcej odwagi, baby... - rzuciła brunetka, a brzmienie jej głosu wyraźnie sugerowało, jak bardzo zależało jej na tym, coby podnieść kumpelę na duchu. Odstawiła kubek, po czym delikatnie położyła dłoń na prawym ramieniu siedzącej naprzeciw przyjaciółki. Pogładziła ją krzepiąco, po czym dodała:
- Poza tym to nie są całkiem obcy ludzie, a przyjaciele mojej kuzynki, zapomniałaś?
- Tak, ale wiesz... Zwalać się im na głowę ni stąd, ni zowąd? - mózgownicę okularnicy nadal zaprzątał cały ogrom niejasności i wątpliwości. Tak już się dobrały: Małgosia - spontaniczna ekstrawertyczka, zawsze skora do zabawy i największych nawet szaleństw, wulkan energii oraz dusza towarzystwa oraz ona, skromna, niepewna, zawsze pozostająca w tyle. Sprawiała wrażenie zamkniętej w sobie, wyalienowanej czy wyobcowanej. Ale takie życie jej odpowiadało. Nie przepadała za tłumem, zawsze wolała trzymać się na uboczu, zachowując bezpieczny dystans.
- Ruda, oni sami zaproponowali, abyśmy się u nich zatrzymały. - brązowooka najwidoczniej poczęła już tracić cierpliwość. Spojrzała na rozmówczynię, a w wejrzeniu jej czekoladowych oczu kryła się spora doza niewypowiedzianego zganienia względem oporów koleżanki. Dopiła swój napój, po czym odstąpiła od stołu i załadowała naczynie do zlewu. Spojrzała na kończącą swą kawę przyjaciółkę, po czym odebrała od niej czerwony kubek z obtłuczonym uchem, umyła oba i odstawiła na suszarkę.
- To jak, gotowa? Zbieramy się? - zapytała, wycierając zadbane dłonie o pięknych, długich paznokciach, pomalowanych aktualnie brązowym lakierem. Jej długie włosy opadły dziewczynie na ramiona, ta więc zebrała je w wyimaginowanego kucyka, pokręcając jego końcówką na palcu.
- Taa, jasne. - odpowiedziała bez przekonania Mariola, wstając i podnosząc z ziemi plecak. Zgarnęła pospiesznie klucze, oczekując, aż przyjaciółka opuści jej mieszkanie.
* * *
Po kilku godzinach jazdy, dziewczyny dotarły w końcu w wyznaczone miejsce. O dziwo GPS Gośki nie wyprowadził kierowcy na manowce, nie nakazując utopić się w żadnym z wodnych oczek. Mariola wyskoczyła z samochodu, zafascynowana pięknej tutejszych widoków. Nieopodal jakiś baca wypasał na halach stado jasnych, kudłatych owiec. Wszystko pokrywała warstwa białego puchu, a gałęzie uginały się pod ciężarem śniegowej pierzyny. Na twarz rudowłosej wstąpił szczery uśmiech. Teraz była już pewna, że dobrze zrobiły a wszelkie wątpliwości odeszły w niepamięć, ustępując miejsca podnieceniu, ogarniającemu w ekspresowym tempie ducha młodej kobiety. Mariola pokręciła jedynie głową, rozrzucając gęstą kurtynę ciemnych włosów dookoła. Niespiesznie opuściła pojazd, unosząc przykrywę bagażnika. Wygramoliła bagaże, kładąc je na śniegu, obok samochodu. Zatrzasnęła klapę, przycisnęła guzik na autopilocie, a zamki zaskrzeczały przyjemnie, sygnalizując, iż wszystko w jak najlepszym porządku. Uśmiechnęła się delikatnie do samej siebie. Spojrzała na domek...
Z opowieści kuzynki wywnioskowała, że jest to wspaniałe miejsce, a chałupka wygląda tak malowniczo, że nie sposób tego opisać. Jednak brunetka nie śmiała nawet przypuszczać, iż wygląda ona aż tak pięknie. Ciemna, drewniana sklejka, pokrywająca zewnętrzną stronę ścian, kilka prostokątnych, sporych okien, które zapewne wpuszczały ranne promienie słońca, oświetlające całe pomieszczenia, dwuspadowy, pokryty cegłówką dach, duży komin, z którego szarymi kłębami wydostawał się dym, zapewne gospodarze palą w kominku, coby ogrzać nieco powietrze, okalający pobliskie tereny, równy płotek... Czy mogło być jeszcze lepiej?
Camille, wcześniej znana jako Kam
Ponadto do userki, prowadzącej Camille, należą jeszcze dwie postaci:
Asmodeusz oraz Enigma .
Ponadto do userki, prowadzącej Camille, należą jeszcze dwie postaci:
Asmodeusz oraz Enigma .
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości
